wawel

Home » polityka

Category Archives: polityka

Kaczyński! Czemu przyszedłeś nas dręczyć?! czyli architekci muru nienawiści

image_2a

Wśród zdań wypowiadanych przez J.Kaczyńskiego w dniu 7 rocznicy Smoleńska zwróciło moją uwagę jedno. Od razu na gorąco je zanotowałem. Było one wypowiedziane w reakcji na potępieńcze wycia i krzyki pewnej grupki nieszczęśników. Brzmiało ono w kontekście tak: „Mamy przeciw sobie mur nienawiści. Jest tu zadanie dla historyków i socjologów, żeby ustalili skąd ta nienawiść się bierze.”

Chwilę później dziennikarz zaprosił do stolika na Krakowskim Przedmieściu właśnie socjologa i historyka (prof. Krasnodębskiego i prof. Żaryna). Chwała dziennikarzowi za szybki refleks i trafne wyłapanie kluczowego zwrotu. Jednak i czasu było zbyt mało na spokojną refleksję i miejsce nie to – usłyszeliśmy więc trochę ciekawych uwag, ale prawie nie dotykających sedna problemu. Nic dziwnego, zagadnienie nie należy do intelektualnie najłatwiejszych. Zmagały się z nim kiedyś umysły rangi Leibniza i Hegla (teodycea, antropodycea, hamartologia).

Dziś ponownie w studio TV jeden z prowadzących powrócił do tego zdania Jarosława Kaczyńskiego i zaprosił prof. Zybertowicza. Niestety, przy całym szacunku dla prof. Zybertowicza, którego szanuję i sporo jego analiz i wypowiedzi cenię, nie usłyszeliśmy niczego, co zbliżałoby się do zmierzenia się z tematem. Być może dziedziny, w których specjalizuje się A.Zybertowicz „nie stykają” się z dziedzinami, do których trzeba by tu sięgnąć. Prof. Zybertowicz  powiedział, że stąd ta nienawiść (w ludziach typu Obywateli RP), gdyż… odczuwają potrzebę wyrażenia nienawiści, która jest w nich. Dostaliśmy tu typowy pleonazm (potrzeba nienawiści bierze się w nich z potrzeby nienawiści). Żeby nie otrzymywać takich pozornych, usypiających wypowiedzi trzeba by do studia zaprosić metafizyka, logika, teologa (np.kogoś takiego jak ks. prof. Guz). Zresztą warto tu wspomnieć, że w czasach Arystotelesa metafizyka i teologia (pierwsza filozofia) były synonimami, rozdzielono je – wbrew naturze rzeczy – dopiero dużo później. Zapraszanie do studia TV metafizyków i teologów byłoby czymś niecodziennym i dla wielu kontrowersyjnym, ale niewykluczone, że żyjemy w takich czasach, gdy musi do tego dojść, byśmy przestali w swych próbach zrozumienia świata gryźć własny ogon i kręcić się w kółko (circulus vitiosus). Irracjonalność i zagrożenie płynące ze strony publicznych zachowań pewnych środowisk wymusza na nas poważniejsze potraktowanie zjawisk pojawiających się w przestrzeni publicznej. Ostatecznie, przecież Cyba nie spadł z nieba. Zachowania i wrzaski typów w rodzaju ORP mogą ośmielać jednostki niezrównoważone i chore psychicznie. Póki co, biesy jeszcze nie weszły w świnie. Ale trzeba dmuchać na zimne…

Najpierw potrzebne jest poważniejsze intelektualne potraktowanie problemu. Później, z analizy – o ile będzie rzetelna – wyniknie potrzeba takich a nie innych działań. Ale na razie jesteśmy na etapie pierwszym.

Problem jest złożony, ale spróbujmy go przybliżyć.

Czym jest życie człowieka? Realizacją określonych wartości, idei. Z idei najważniejszymi, elementarnymi dla człowieczeństwa są idee prawdy i dobra (piękno na razie – jako bytowo wtórne, jako ścieżkę prowadzącą do dobra – pomińmy). Piękno ma za cel wskazanie drogi ku prawdzie, całą starożytność  i duża część nowożytności była przykładem tego, że sztuka ze swej natury musi orientować się na sens, prowadzić , przygotowywać do prawdy i dobra. Są (zdarzają się) ludzie, dla których wierność ideom, ideałom prawdy i dobra jest dominującym kierunkiem ich busoli życiowej. Ich procent w skali całej populacji jest zmienny w zależności od wyzwań czasu, ale zawsze są oni w mniejszości, gdyż realizacja wartości wymaga wysiłku, wyrzeczeń i odwagi. Większość pozostaje neutralna, część natomiast jest wroga wartościom. Szary człowiek zaspokaja potrzebę sensu swego życia zwykłą walką o pożywienie. Prowadzoną mniej lub bardziej przyzwoicie. Jednak wyznacznik człowieczeństwa, kryterium gatunkowe człowieka można ująć tak, jak uczynił jeden z dawnych mędrców: „Żyj człowieku, abyś nie tylko jadł i pił, lecz żył życiem dobrym i pięknym”. I teraz oto zaczynamy się zbliżać do sedna zagadnienia.

Jaka jest pierwsza reakcja ludzi wrogich wprowadzaniu w życie wartości, gdy widzą lub słyszą kogoś mającego idee, ideały prawdy i dobra i nie tylko mówiącego o nich, ale i próbującego wprowadzać je w życie? Pierwszą reakcją zawsze i wszędzie będzie agresja słowna, która może zamienić się w agresję fizyczną. Wycie, nieartykułowane okrzyki, nieprzewidywalne postępowanie. Wielka literatura opisuje to obrazowo jako potępieńcze wycie i szamotanina w różnych kręgach Hadesu. Jest to pierwsze z czym spotyka się wędrowiec wkraczający w świat zmarłych – nieludzki, niezrozumiały wrzask i wycie. Jest to instynkt, odruch warunkowy. Instynktowna reakcja organizmu psychofizycznego na samo istnienie czegoś, co od razu i instynktownie odbierane jest jako egzystencjalne zagrożenie.

Szczególną agresję wywołuje widok człowieka mającego wizję i siłę, by budować rzeczywistość urządzoną na innych zasadach, niż te jedyne, w których ci ludzie zwykli byli  żyć. A ten ktoś przecież tylko nazywa rzeczy ich imionami i ustawia na właściwym miejscu. Są ludzie dla których wartości są zagrożeniem dla ich pozycji, ich znaczenia i ich możliwości realizacji swoich potrzeb i zachcianek. Gdy widzą kogoś, kto mówi o konieczności oparcia życia na jasnych i uczciwych zasadach – to czują się… potępieni. Czują się jak potępieńcy i stąd też wyją potępieńczo. Czują się tak, jakby ten ktoś, wpychał ich do Hadesu. A przecież oni już tam są. I – co najważniejsze – wielokrotnie odmawiali wyjścia stamtąd. Hades zaczyna się już tu, na ziemi. Ma tu swoje filie świata zmarłych. Filie, którymi zarządzają ludzie pozornie żywi, lecz martwi względem świata odwiecznych wartości.

Nie powinno nas dziwić, że zło odbiera dobro jako zagrożenie życia (egzystencjalne zagrożenie dla swego istnienia). Jest to przecież logiczne. I także nie powinno dziwić, że przez swą irracjonalną, agresywną reakcję wobec dobra – pogarsza swoją sytuację, to też jest logiczne. Tak było zawsze i tak musi być, gdyż świat jest sensowny (na początku był logos, a logos jeszcze u Heraklita to po prostu rozum, sens). Kto utracił sens – nie widzi sensu, lecz go wyczuwa i próbuje go unicestwić. Popadając w większe tarapaty, niż gdyby siedział cicho w swojej pre-ludzkiej niszy.

A dobro nie może nie drażnić zła. Logika to mówi. Co to za dobro, co nie zwalcza zła? Taż sama logika. Dobro błogosławiące zło i wycofujące się, gdy trzeba dać świadectwo – to żadne dobro. To faryzeizm. „Jeśli nie kochacie prawdy, to choćbyście twierdzili, że ją kochacie i stwarzalibyście takie pozory, wiedzcie, że w danym momencie zabraknie wam odrazy wobec tego, co jest fałszywe, i po tym da się rozpoznać, że w rzeczy samej prawdy nie kochacie”.

Dlaczego zło aż tak wyje i wrzeszczy? Nie może inaczej. Sama obecność dobra jest dla zła udręką. Logika to mówi. Im bardziej dobro staje się silne i zdeterminowane w stopniowej realizacji swoich przyczółków (czyli wartości takich jak sprawiedliwość, prawda, uczciwość etc.) – tym bardziej zło odczuwa to jako… dręczenie. Zło dziękuje dobru za otwarcie mu oczu tylko w fantazyjnych utopiach, nie w świecie realnym. W świecie realnym zło ma obsesję nienawiśći do dobra, co możemy w ostatnim czasie obserwować w sejmie i na ulicach.

 

Do czego może doprowadzić nie zatrzymane rozprzestrzenianie się obsesji uczy nas historia mordercy Cyby oraz powieść Dostojewskiego „Biesy”. Dostojewski rozpoczyna swoją powieść mottem będącym cytatem z ewangelii (Łk 8,32-33). Początkowy fragment motta brzmi tak:

„A była tam duża trzoda świń, pasących się na górze. Prosiły Go więc (złe duchy), żeby im

pozwolił wejść w nie. I pozwolił im. Wtedy złe duchy wyszły z człowieka i weszły w świnie,

a trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i utonęła.”

„Biesy” opisują jak rozszerza się infekcja ruchów anarchistycznych i nihilistycznych (tak się akurat składa, że część z Obywateli RP była kiedyś powiązana z ruchami anarchistycznymi). Mniej zajmuje go wykluwanie się zła i pierwsze objawy choroby. Żeby zobaczyć pierwsze reakcje zła na dobro musimy cofnąć się do wersów wcześniejszych niż te, które Dostojewski obrał za motto: „Czemu przyszedłeś dręczyć nas?” – tak zaczęli krzyczeć opętani, czy mówiąc ściślej – biesy w nich. Sama obecność, pojawienia się dobra i jego zwolenników powoduje kompulsywną reakcję zła. Gdy widzę w TV W.Kuczyńskiego, W.Frasyniuka, A.Smolara, S.Blumsztajna, J.Piniora, K.Modzelewskiego, J.Hartmana A.Michnika itp. to na jaki temat nie toczyłaby się rozmowa pewne jest, że pojawiającym się co dwa zdania obsesyjnym refrenem tego typu ludzi jest coś, co można by sprowadzić do wyrzucanego z pasją pytania: „Kaczyński! Czemu przyszedłeś nas dręczyć?!” albo straszenia Polaków: „Ludzie! On przyszedł was dręczyć! Kaczyński was zadręczy, zniszczy, zabije, zamknie, zuboży!”. Taka jest logika deficytu, projekcji i obsesji, ludzi o specyficznej mentalności, groteskowego kręgu duszącego się własną nieświadomością – zła.

Każdy mur nienawiści ma po drugiej stronie ścianę płaczu.

„wyszli dwaj opętani. Szli Mu naprzeciw. Byli oni tak groźni, że nie było mocnego, który ważyłby się przejść tamtą drogą” – tak opisuje wygląd i zachowanie obsesjonatów Ewangelia. Jak wygląda aktualność opisanych w niej wzorców zachowań przekonać się możemy z relacji z 7. rocznicy smoleńskiej opisanej przez jedną z uczestniczek na jej blogu z którego to opisu cytuję jedno zdanie, ale zachęcam do lektury całości: „W kolejnych bocznych ulicach od Krakowskiego oczekiwała na nas żulia przeszkadzająca nam wyciem oraz obraźliwymi okrzykami w uroczystościach i w modlitwie.” [“Czy musimy znosić ataki żulii?“]

PS Dowcipną, ale i dającą do myślenia puentą całego tekstu niech będzie świetny, poniższy skecz:

===========================

Advertisements

Fenomen Tuska i dziedzictwo jego misji

Nie ma gorszego błędu w próbach zrozumienia polskiej rzeczywistości, niż bagatelizowanie postaci i roli Donalda Tuska. Możliwe też, że jego rola w Brukseli była i…będzie większa, niż się nam wydaje. Określanie go jako kogoś, kto niczego nie robił, przeczekiwał, chował się – to tylko połowa prawdy. Podobnie termin „popychadło” i „figurant” – to bagatelizacja nowych metod zarządzania kolonialnego. Zerem był, jest i będzie po kres swych dni – to oczywiste. Ale jest to zero idealnie wpasowujące się w rachunki kręcących nim operatorów. Zero wieloma swoimi działaniami, posunięciami unicestwiające pewne wartości i mechanizmy obronne ludzi, państwa i społeczeństwa w sposób niezwykle skuteczny i długotrwały. Jego tupetu i bezczelności w wygłaszaniu całkowicie fikcyjnych deklaracji, prowadzących do skutków dokładnie o 180 stopni przeciwnych temu, co z posągowym czołem obiecywał i ogłaszał – nikt nie prześcignął. Wystarczyło żeby zapowiedział ze cos zniszczy – aby to coś zwyciężyło.

 

Donald Tusk to fenomen. Nigdy po 1989 r. ktoś tak mierny, nie zrobił takiej kariery w Polsce i Europie. Nigdy nikt nie zdewastował w takim stopniu i w każdym wymiarze Polski, jak ten chłopak ze spółdzielni „Świetlik” i jego „krąg”. Jedyną historyczną analogią z dziejów Polski pomagającą pojąć istotę i rolę „siatki sopockiego mesjasza” zdaje się być samozwańczy, opętany mesjasz Jakub Frank, programowo zwalczający wszystkie zasady etyczne i zarazem udający chrześcijanina oraz jego fanatyczni czciciele łączący się w antypolskie i antychrześcijańskie sekty niszczące duszę polskości. Frankiści popierali i wchodzili w jawne i półjawne alianse z każdą zewnętrzną potęgą zainteresowaną w starciu Polski z mapy Europy.

O ile czarcia gwiazda Michnika wypala się już, o tyle Tusk, Golem ulepiony przez Adama M. z papierowych egzemplarzy Gazety Wyborczej i utworzona przez Tuska pseudofrankistowska sekta” oblepiły Polskę i mentalność Polaków błotem, z którego długo jeszcze będzie się otrząsać i oczyszczać… Golem i jego wyznawcy zaczęli żyć własnym życiem. Tęczowe ludziki rozbiegły się po naszej rzeczywistości, każdy na swoim miejscu knując hybrydowe ataki. Bywa, że Golem i jego stworki przewyższają długością życia i trwałością skutków swoich działań rabina, który ich powołał do istnienia. Tego nas uczy teratologia.

Dużo racji miała prof.Staniszkis w swych alarmach anty-tuskowych. Zacytujmy je:

Tusk to bezwzględny superambitny przeciętniak (…)To pod rządami Tuska stworzono sieci redystrybucji i zawłaszczania pieniędzy zanim dotrą do realnych wykonawców: od ustawy o zamówieniach publicznych do różnych, nie kontrolowanych, agend i fundacji rozprowadzających środki europejskie (…) Za rządów Tuska strach i niepewność (oraz demoralizowanie pracowników ukrywających stan rzeczy) są narzędziami władzy. (…)do historii Tusk przejdzie jako wzór (…) demoralizacji , oportunizmu i karierowiczostwa! (…) Tusk istnieje jako zwornik zgniłego układu, słabego państwa i słabego społeczeństwa (…) Tusk… kolonizuje nasz kraj. Rząd Tuska, kolonizując własne społeczeństwo, bo wysysając jego zasoby aż do poziomu, gdy oddolne inicjatywy rozwojowe już nie będą możliwe (…)”, [jego partia stała się] „przykrywką dla środowisk powiązanych na innych zasadach” [niestety, pani profesor nie doprecyzowała, czy miała tu na myśli obce wywiady, czy mafie, czy interesy obcych państw, czy… wszystkie te 3 rzeczy naraz…].

Gamoniowaty, złotousty, zakompleksiony piłkarzyk chowający się w szafie? Nie, to pozór, mała, mniej istotna część prawdy i błędna ocena wydawana przez miałkich dziennikarzy i półgłówkowatych kabareciarzy „robertów uchoidalnych” drenujących głowy widzów plenerowych spędów (zły kabaret przyczynia się do większych strat w społecznej świadomości niż zły teatr, lub zły podręcznik).

Tusk to cyniczny, hiperbezwzględny oszust rozbijający w pył wszystkie detektory kłamstw i wychodzący na przeciw nie wypowiedzianym, lecz już tylko pomyślanym wszelkim posunięciom osłabiającym i niszczącym Polskę.

Tusk zniszczył Polskę i polskość do szczętu. Nie tylko z państwa – uczynił państwo teoretyczne (czyli nieistniejące). Z prawdy zrobił prawdę teoretyczną. Z przyzwoitości zrobił przyzwoitość teoretyczną czyli najwulgarniejsze chamstwo. Ze złodziejstwa zrobił cnotę. Z patriotyzmu zrobił patriotyzm teoretyczny, czyli zdradę. Wyśmiewał i deptał wszystko. Podstawowe wartości chrześcijańskiej Europy wydrwiwał i unicestwiał z pasją najzacieklejszego ich wroga. Moralność i etyka życia publicznego zmieniła się za dotykiem jego nihilistycznej czarodziejskiej różdżki w kamieni kupę. To on wychował, wytresował, namaścił, posłał na misję z błogosławieństwem hańbę obyczaju polskiej polityki, czyli Biłgorajczyka i całą jego palikociarnię. Wpuszczenie żulii na salony, dozwolenie na knajactwo i styl więziennych zachowań – to jedno z głównych jego dziedzictw. To, co działo się w sejmie w grudniu i cały krąg więzienny, krąg szpiclowski Ajwajteli RP zasypujący łajnem nasze zmysły i umysły co kilka dni – nie byłyby możliwe bez określonych d o z w o l e ń naszego z pozoru niewinnego piłkarzyka. Zostawił nam ten spadek zoologicznego, stepowego, azjatyckiego, bolszewickiego, anty-łacińskiego brudu i łajna. Nienawiść i dzicz – tym zalał naszą przestrzeń głupkowato się uśmiechając i błogosławiąc nazwą „Hyde park”.

Diabeł nie musi być widowiskowym destruktorem, apokaliptyczną bestią – może być też (i bywa wtedy najbardziej skuteczny społecznie w destrukcji) po prostu imbecylem, lokalnym heretykiem, malutkim człowieczkiem pozbawionym śladu wyższych uczuć, który dla swoich ciemnych, przeszłych sprawek i gminnych ambicji (poczucia misji) nawet sam nie wie, co niszczy. A nie wie, bo „Takie widzi świata koło, Jakie tępymi zakreśla oczy”. A co jest w tym świata kole? Dwie rzeczy: hołd wobec każdej siły i poniżanie wszelkiej bezbronności. Jak to powiedział ś.p. M.Płażyński: gdyby Tusk żył kilkaset lat wcześniej, trup by się słał gęsto…

Toteż trup słał się gęsto. Nie tylko smoleński. Pozabijał dusze ludzi wierzących w sens uczciwości, moralności, etyki, prawdomówności. Wściekle unicestwiał chrześcijańskie korzenie polskości. Wyrwał z Polaków duszę, a z Polski wszelkie ślady własności i szybkiej szansy na jakiś dobrobyt. Całkiem nieźle jak na tchórzliwego piłkarzyka. A może to nie był tchórzliwy piłkarzyk, tylko czarny Anty-Mesjasz? Otwierający bramy RP dla wyciągających się z zewnątrz rąk? Niech nas nie dziwi, że S.Nowak powiedział o Tusku, że jest “dotknięty przez Boga wielkim geniuszem” albo, że w kręgach kibicowskich powszechne było nazywanie Tuska „mesjaszem”. Taka była logika rozwoju tej sekty i umiejętnego nadzoru skrytych w cieniu jej animatorów. Jak to powiedział kiedyś Natan z Gazy o Sabbataju Cwi (mistrzu duchowym Jakuba Franka): „Sabbataj odbiera wolę Boga bezpośrednio z nieba”. Z naszego punktu widzenia jest pewien szkopuł w tych kosmopolitycznych herezjach, a mianowicie „według sabbatajskiej soteriologii działanie zbawcze musiało być kontynuowane przez kolejno wysyłanych mesjaszów (najczęściej wymieniano dwóch), by ostatecznie po nadejściu „mesjasza dawidowego” zakończyć cały proces.” Pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że to właśnie dotknięty boskim geniuszem Donald był owym ostatnim z rzędu „mesjaszem dawidowym”. Nazwiska kilku wcześniejszych, tzw. mesjaszy wprowadzających znaleźć możemy w każdej encyklopedii pod hasłem „polska transformacja ustrojowa”… Jeśli to nie jest ostatni mesjasz, to musimy przerwać tę linię nihilistycznej sukcesji.

Jakuba Franka nazwano „politycznym mesjaszem upadającej Polski”. Określenie idealnie pasujące do Tuska… Wypowiedzi Tuska i Franka o księżach katolickich brzmią jakby wyszły z jednych i tych samych ust, obydwaj niezwykłą wagę przywiązywali do zemsty (Frank, gdy był sam na sam z najzaufańszymi, odzywała się w jego słowach nuta nienawiści i żądza zemsty. “Dzień mściwy jest ukryty w sercu mojem”).

(Oczywiście analogie historyczne można by ciągnąć dalej: strategiczny chrzest Franka i wyborczy ślub kościelny Tuska, przychylność biskupów pożytecznych, czyli biskup kamieniecki Mikołaj Dębowski i biskup gdański Gocłowski etc.).

 

Jak magnes przyciąga opiłki, tak Tusk gromadził wokół siebie ludzi o określonej mentalności. Mentalności pogardzania polskością i Polakami, mentalności, która do dziś jest wciąż widoczna i jest ciągłym problemem dla Polski. Ludzi, którzy celowo utrudniają i uniemożliwiają proces odradzania się państwa ze stanu, w jaki rządy kamaryli Tuska je wprowadziły. Mentalność bezwzględnego wykorzystywania słabych, dobrodusznych i nie potrafiących się bronić. Mentalność specyficzna – nazwijmy to tak. Mentalność sępa, uśmiechniętej, eksponującej garnitur zębów i dworującej hieny. Mentalność eksploatatora. Mentalność, która dopiero czeka na swoich Linneuszów, by ją ponazywać, poklasyfikować i stworzyć swoiste bestiariusze wrogów wspólnoty, zawodowych destruktorów, niszczycieli polskości. Dopóki nie nauczymy się rozpoznawać tego typu ludzi i nazywać ich adekwatnymi, analitycznymi terminami po to, by zabezpieczać się przed włączaniem ich do aparatu władzy, do struktur oświatowych i w obręb szeroko pojętej kultury – będziemy ciągle przeżywać deja-vu i nie zdołamy zrozumieć natury swych problemów, problemów jakie pojawiają się przed Polską – na dobrą sprawę – już od kilku wieków. A dziennikarze, jak opowiadali, tak będą za nasze pieniądze do końca świata opowiadać nam swoje bajki o wojnie Polaków z Polakami, albo o narastającym zdziczeniu obyczajów Polaków. Primo: To nie są obyczaje Polaków. Secundo: Nikt tu nagle nie zaczął dziczeć. Oni od zawsze byli tacy. Tacy sami. Kłamiący z miedzianym czołem i zdzierający skórę z naiwnych. Eksploatujący nasz kraj, jak powierniczą własność. Niszczący z pasją każdą wartość, bo każda wartość jest dla nich zagrożeniem. Swoje błoto próbują przykleić nam a na nasze wartości robią to, co robili na znicze na Krakowskim Przedmieściu. Nie mieszajmy w to Polaków. Nie powtarzajmy suflowanych przez Nich kretynizmów o wojnie polsko-polskiej. Tak jak, analogicznie, nie mieszajmy Szwedów i Francuzów w zamiłowanie do wjeżdżania ciężarówkami w tłum. To przyszło do nich z zewnątrz… Przyszło to do nich tak, jak do nas przyszli (czy też „zostali skierowani”) samozwańczy mesjasze antypolonizmu mający za zadanie zniszczyć wszelkie zasady etyczne i swoimi ekstatycznymi omamami unicestwić zdrowe myślenie narodu. Czas najwyższy zacząć rozróżniać „ludzi zewnętrznych”. Obcych nosicieli specyficznej mentalności. To kwestia naszego przetrwania.

Tadżycy i in. muzułmanie w centrach polskich miast czyli “co jest grane?”

Od połowy 2016 r. z kilku dużych miast w Polsce nadchodzą niepokojące wiadomości. W centrach miast, okolicach galerii handlowych i marketach widywane są kilkunastoosobowe grupy imigrantów muzułmańskich. Jest to zjawisko nie wyjaśnialne statystycznie. Przecież rząd mówi, że nie przyjmujemy. Sami się przyjmują? Osoby, które w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu, Szczecinie widzą te grupy, mówią, iż w poprzednich latach nie było tego zjawiska. Osoby z którymi rozmawiałem telefonicznie były lekko wstrząśnięte tymi spotkaniami w marketach… Rozmowy z kasjerkami w marketach potwierdzają, iż 2016/2017 r. to okres codziennych wizyt tych grup! Kasjerki są zestresowane tą częstotliwością wizyt innych cywilizacji i ich grupowym wymiarem. Sugeruję porozmawiać z zaprzyjaźnionymi kasjerkami z dużych marketów. Mogą być państwo zaskoczeni tym, co usłyszą od nich. Bo jakoś tak usnęliśmy na odcinku „nielegalni imigranci”. Uśpieni przez obietnice rządowe. Czyżby ktoś robił dywersję? Każdy z nas zna jakąś z kasjerek marketu, albo osobę je znającą. To nic nie kosztuje. Spróbujcie się popytać a… usłyszycie dziwne wieści.

Osoby te nie wyglądają jak legendarni syryjscy inżynierowie. Pochodzą wyraźnie z innych kręgów kulturowych ;). Kobiety mają islamskie nakrycia głowy. Chodzą po marketach całymi rodzinami z przysłowiową „otwartą gębą” i zdziwionymi oczami, jakby pierwszy raz duże sklepy widzieli, ogarniając miejscowych niezbyt przychylnymi spojrzeniami. Nie jest to jeszcze sytuacja jak w niemieckich marketach, gdzie dzieci rozbiegają się po sklepach zdejmując co chcą z półek a dorośli przejeżdżając załadowanym wózkiem koło kasy nie myślą płacić a upomnienie się o zapłatę kończy się awanturą. Ale jakaś dziwna atmosfera wsi w powietrzu. Ktoś nam robi prezent. Czy dojdziemy do tego  k t o ?

t7

INWAZJA TADŻYCKICH MUZUŁMANÓW NA POLSKĘ? CO ZA PECH…

[Польшу накрыла волна беженцев из Таджикистана

Как же Польше не повезло….

не впускайте ни одного.они работать не хотят и не умеют,а обучить их практически невозможно-у них мозгов нет]

Są informacje (mam informacje osobiste od zaprzyjaźnionej Tatarki krymskiej, która poznała wielu muzułmanów tadżyckich osobiście i pomaga im znaleźć pracę), iż w Warszawie i Gdańsku od kilkunastu miesięcy pojawiły się dosłownie setki muzułmanów głównie z Tadżykistanu przybywających tu szlakiem przez Rosję, Białoruś i Ukrainę! Roczna liczba wniosków o status uchodźcy składana przez tadżyckie rodziny sięgała w 2016 r.ok.10 tysięcy! Na kierunku Tadżykistan-Polska chęć osiedlenia się w Polsce z powodu prześladowań wzrasta z roku na rok ok. 10-krotnie! I są oni mało wymagający – nie ukrywają, że chcą pozostać w Polsce! W większości nie wybierają się do Niemiec.10 tys. próbuje pozostać w Polsce drogą „legalną”. A ile wjeżdża nielegalnie? Droga „legalna” jest oczywiście fikcją – cała rodzina podaje jako powód „prześladowanie polityczne” w Tadżykistanie, gdyż nie pozwalano kobiecie nosić islamskiej chusty… Nie wiem, ilu tadżyckich muzułmanów decyduje się na „tradycyjną drogę”, czyli wjazd do Polski na oświadczenie o zamiarze zatrudnienia i na zezwolenie na pracę. Nie trzeba, oczywiście, dodawać, że wymagane „bumagi” (oświadczenia, zezwolenia i wnioski o status „uchodźcy”) są w dowolnej ilości i jakości do nabycia na przejściach granicznych – identyczne jak te, które nabywają tamże Ukraińcy. Powstaje mnóstwo stron internetowych zawierających instrukcje jak zdobywać (legalne i “półlegalne”) dokumenty uprawomocniające do stałego pobytu w Polsce! Tadżyccy muzułmanie szturmują granice Polski z Ukrainą i Białorusią od ponad roku – taka jest prawda. “”За последние два месяца в Брест прибыло больше десятка семей из Таджикистана. Некоторые находятся тут месяц, кто-то два. Все они пытаются попасть в Польшу и просят там убежище”, – сказал Русской службе Би-би-си белорусский правозащитник Роман Кисляк.” Jako główny cel imigracji obierana jest Polska nie tylko przez Tadżyków z Tadżykistanu, ale także przez tych z terenu Rosji. Dziwne byłoby, gdyby z okazji podłączania się do “politycznych Tadżyków” nie korzystali weterani łamania granic tacy jak Irakijczycy, Afgańcy, i inni “Syryjczycy” z poczwórnymi tożsamościami, z których żadna nie jest prawdziwa, bo przecież dokumenty przepadły na froncie…  Wymagać od urzędników znajomości antropologii i odróżniania Irakijczyka od Tadżyka – to jednak zbyt dużo. Więc bierze się jak leci, całą grupę – w przerwach na przepisane do Allaha modlitwy –  machającą wnioskami o przyznanie statusu uchodźcy.

t8

Il. 1. (Eksperci 😉  uważają, że dla opozycji wobec tadżyckich władz nie jest bezpiecznie pozostawać w Rosji lub w in. krajach byłego CCCP)

Lewicowe pranie mózgu chciało nam wmówić, iż pomiędzy ludźmi nie ma żadnych różnic. Można ich brać i przesadzać, niczym sadzonki mięty pieprzowej. Trochę wody i słońca i przyjmą się. Oczywiście są to bzdury postmarksowskie. Ani wielowiekowe państwa narodowe nie są kawałkami ziemi do obsiania, ani wszystkie rośliny nie tworzą… jednego gatunku, nie mówiąc już o tym, że niektóre rośliny nie rosną w niesprzyjającym klimacie i że rośliny jadalne stanowią mniejszość, reszta jest niejadalna lub trująca. Ale ludzie będą tworzyć niezliczone Fundacje do Przekształceń Osłów w Konie Wyścigowe i do ułatwienia przysposobienia zawodowego osłom w stadninach koni… Tadżycki muzułmanin wyrwany ze swojego feudalizmu, wrzucony do naszego kraju nie będzie niczym więcej, jak obciążeniem budżetu, źródłem konfliktów religijnych i źródłem prokreacji swoich kopii, które im bardziej urosną w siłę, tym bardziej będą się izolować i żądać. Komentator na rosyjskiej stronie piszącej o napływie islamskich Tadżyków do Polski mówi dosadniej: „nie wpuszczajcie ani jednego, oni nie chcą pracować i nie umieją, a nauczyć ich jakiegoś zawodu jest niemożliwością – nie mają mózgów. Chcą żyć za cudze i rozmnażać się bez ograniczeń… Szykujcie się na kolejne meczety…”

90669524_mukhamajon_kabirov

Il. 2. M.Kabirow, przedstawiciel Partii Islamskiej twierdzi, że dla muzułmanów pozostawanie w Tadżykistanie może być uważane za niezbyt bezpieczne.

TADŻYKISTAN, IRAK, SYRIA, ERYTREA ETC.

Nie wiem, czy grupy widywane nienaturalnie często w centrach miast to Tadżycy, czy Irakijczycy, Syryjczycy, Erytrejczycy. Jest duże prawdopodobieństwo, że może i oni sami nie wiedzą, gdyż tyle razy zmieniali dokumenty i narodowości nominalne, że i nacjom o mocniejszych głowach mogłoby się pomieszać. Nie mówiąc już o tym, że w kulturze muzułmańskiej tożsamości narodowe są słabe i wtórne wobec wyznania religijnego. Nie państwo, z którego przyszli jest ważne, lecz w imię czego przyszli. A przyszli w imię Allaha, jak mówi ulubiony wiersz Erdogana: Meczety są naszymi koszarami, kopuły meczetów są naszymi hełmami, minarety naszymi bagnetami a wierni – naszymi żołnierzami”

t02

Il.3. Imigracja tadżycka marząca o Polsce lub (ci ambitniejsi i umiejący się podpisać) o Niemczech. Ale dla nich i Polska jest sukcesem…

Do Europy obecnie napływają masy imigrantów ekonomicznych z Afryki i Azji, najmniej wykształconych, często na granicy analfabetyzmu, roszczeniowych i agresywnych, za nic mających europejskie prawo. Niedawno zamknięty został szlak bałkański imigrantów czego skutkiem jest nowa trasa biegnąca przez Rumunię, Ukrainę i… Polskę. Przez granicę ukraińską wchodzą lub próbują wejść i wjechać codziennie dziesiątki imigrantów z Azji i Afryki. Rzekomo dążą do Niemiec, ale jaka jest gwarancja, że tym mniej wymagającym nie spodoba się pozostać w Polsce (prezydenci Warszawy i Gdańska przygotowali im już nawet mieszkania), lub zacząć tworzyć obozowiska podobne jak we francuskim Calais, albo tworzyć grupy przestępcze, jak w Niemczech. Prawie każdy z tych imigrantów posługuje się… kilkoma fikcyjnymi dowodami pseudo-tożsamości. Takie dokumenty można nabyć na każdym przejściu granicznym w Europie. Każdy udaje Syryjczyka. Ewidencjonowanie tych „ludzi-zagadek” niczego nie załatwia. Rozwiązaniem jest tylko nie wpuszczanie i deportacja, kiedy już weszli. Dużo zależy od nas. Musimy informować służby policyjne i pograniczne o wszelkich niepokojących zjawiskach.

t5

Europa traci swoją tożsamość, ulega niewidzialnej wojnie. Francja, Niemcy, Holandia, Szwecja są sterroryzowane przez roszczeniowe setki tysięcy najeźdźców. Jeśli ktoś chciałby się dowiedzieć, jak wygląda dzień powszedni w miastach i miasteczkach Niemiec i Francji, niech skontaktuje się ze swoimi znajomymi i rodziną, bo media zakrywają skalę problemu i okłamują. Po zmierzchu rodowici mieszkańcy boją się opuszczać domy. Dzieci muszą do szkoły chodzić dużymi grupami lub pod opieką dorosłych. Dzieci i kobiety muszą się specjalnie ubierać, żeby nie prowokować… Wszyscy odczuwają stres terrorystyczny. Agencja Stratfor dla Niemiec na najbliższe lata przewiduje walki uliczne z imigrantami i coś w rodzaju lokalnych wojen domowych.

CO ROBIĆ? JAK TO „CO ROBIĆ?”

Jeśli nie chcemy, by Polska wkrótce wyglądała jak te kraje, musimy sprawy wziąć we własne ręce. Każdy na tyle, na ile może. Powinniśmy bacznie przyglądać się tym grupom. Każdy powinien zgłaszać niepokojące ich ilości na policję, aby sprawdziła podstawy prawne ich przebywania na terenie Polski. Jesteśmy także odpowiedzialni za podejście policji do problemu nielegalnej imigracji. Niemcy i Francuzi zaniedbali to i obecnie policja u nich bierze w opiekę najeźdźców a nie gospodarzy, często (jak we Francji) jest korumpowana przez imigrantów lub przez wspierające ich lobby. Wywierając presję na miejscową policję przyzwyczaimy ją, po której stronie ma stać i kogo bronić.

t01

Il. 4. Żołnierzami Niezłomnymi muszą dzisiaj być służby graniczne, policja, urzędnicy wydziałów paszportowych, władze samorządowe i… każdy z nas

Gdy nadchodzą takie święta jak Dzień Żołnierzy Wyklętych, Pogrzeby Wyklętych czy Święto Niepodległości – chętnie i tłumnie wychodzimy na ulice. Teraz też jest taka KONIECZNOŚĆ wychodzenia na ulicę w demonstracjach antyimigranckich i skierowanych przeciw polityce władz samorządowych. Jeśli nie będziemy systematycznie demonstrować swojej woli, to niedługo będziemy chodzić nie na pogrzeby szczątek kolejnego Wyklętego, ale na pogrzeby naszych córek, matek i żon zgwałconych przez najeźdźców z innej cywilizacji. Samorządy, prezydenci miast prowadzą politykę przeciwną rządowej. Nie wiadomo, czy za dziwnie rosnącą od roku obecnością rodzin islamskich w większych miastach Polski nie stoją właśnie działania lokalnych władz (np. lokalna liberalizacja przyznawania azylu). Przeciwko tej dywersji musimy protestować na ulicach w pokojowych demonstracjach, żeby czuli presję społeczną i oddech narodu na plecach. Część polskiego episkopatu (kard.Nycz, bp Pieronek, abp Gądecki a nawet sam… prymas Polak), niestety, też próbuje torpedować antyimigrancką politykę rządu wymyślając przeróżne „korytarze humanitarne” i wzywając Polaków do przyjęcia „setek tysięcy uchodźców”. Dla uśpienia czujności bogobojnych chrześcijan podaje się, że to chodzi tylko o parę dziesiątek osób. Jednak osoby dociekliwe mogą znaleźć w sieci info, iż „korytarze humanitarne” we Włoszech (ojczyźnie tej „koncepcji” zdradzającej pochodzenie od italskiego wolnomularstwa) przywożą do Włoch ok. tysiąca imigrantów rocznie. Dodajmy do tego ich rodziny… To są skutki braku porządnej lustracji [1] w polskim kościele. Przeciw tej, sterowanej spoza Polski – antypolskiej działalności też musimy demonstrować. Bagatelizowanie sprawy, mówienie, że to może tylko setki, albo tysiąc osób – jest zwykłą głupotą. W Szwecji też zaczęło się od… kilkuset imigrantów. Jest dużo środowisk w Polsce agitujących za islamizacją. Czemu tak robią? Są to tysiące osób z przeróżnych fundacji żyjących z państwowych i unijnych dotacji. Osoby żyjące z obsługi imigrantów broniąc swoich korzyści kosztem niszczenia teraźniejszości i przyszłości kraju – zdradzają ojczyznę. Angażują się w robienie z osłów koni, bo niczego więcej nie potrafią, bo sami są… osłami.

t9

Il.5. Tadżycy w drodze do ziemi obiecanej, czyli do Polski, zatrzymani na ukraińskiej granicy w listopadzie 2016 r. na próbie wręczenia łapówki (czytaj: dali dużo za mało)

Monitorujmy ile razy przyznawany jest azyl polityczny muzułmanom i jakie środowiska wymuszają wzrost pozytywnych odpowiedzi na składane wnioski. Próbujmy się dowiedzieć jakimi kanałami związanymi z władzami samorządowymi wchodzą do Polski imigranci. Nikt za nas tego nie zrobi. Dotychczasowa wolność Polski od najazdu imigracyjnych żołnierzy obcej cywilizacji jest solą w oku dla wielu europejskich środowisk, dlatego aby z nimi wygrać potrzebujemy ogólnonarodowego zaangażowania. Każdy na tym miejscu, w którym jest może się przysłużyć sprawie ojczyzny. Politycy, dziennikarze, blogerzy, policja, służby mundurowe… To jest nasze dzisiejsze bycie Żołnierzem Wyklętym, Niezłomnym. Zwłaszcza w tym czasie, gdy ważą się bezpieczeństwo i przyszłość naszych dzieci i wnuków. To jest wojna cywilizacyjna. Dotyczy ona nas wszystkich. Nikt nie może stać z boku i przyglądać się – bo przegramy. Przegramy Polskę, a więc… wszystko.

===================

PS

Portal, który publikuje przełamujące cenzurę europejskich mediów wiadomości o prawdziwej twarzy imigrantów:

https://pl.gatestoneinstitute.org/

[1] “Z wszystkich moich badań, jakie prowadziłem, a które dotyczyły także osób z bliskiego otoczenia Jana Pawła II (oczywiście miałem dostęp tylko do części materiałów) wynikało, że po 1989 roku w wielu wypadkach agenci nadal prowadzili swoją działalność – albo byli przejmowani przez Urząd Ochrony Państwa albo, jak łatwo się domyślić – przez KGB lub wywiad amerykański. Nie jest tak, że agenci funkcjonowali tylko do 1989 roku. Jeżeli taki duchowny był uwikłany w agenturę, po 1989 roku był przejęty przez kolejny wywiad i dalej szkodził Kościołowi – udzielał informacji z wewnętrznego źródła innym wywiadom. Jest w głębokim interesie Stolicy Apostolskiej, aby jej dyplomaci i nuncjusze nie chodzili na pasku jakiegoś wywiadu.” [Ks. Isakowicz-Zaleski]

Wydaje się, że chodzą na pasku nie tylko wywiadów, ale i różnych lobby (B’nai B’rith Polin itp) oraz służb (FSB, BND). Świadczyć mogą chyba o tym tak kuriozalne wypowiedzi jak te:

bp.Pieronek w grudniu 2016 nie owijając w bawełnę: „stać nas na przyjęcie paruset tysięcy uchodźców”,  „abp Gądecki: nawiązał do obecnej sytuacji międzynarodowej, w wyniku której niesłusznie łączy się islam z terroryzmem”.

Sytuacja jest alarmowa. Kto nie rozumie, jak przebiegają powiązania z różnymi lobby i tych lobby presje (niewykluczony szantaż hakami o współpracy…) na naszych hierarchach post-komunistycznych, ten niech przeczyta cykl moich notek:

Gwałtu, rety – Frljić! SODOMA I GOMORA? Nie, to tylko logika i dziedzictwo przodków

Spokojnie, to tylko KONSEKWENCJA.

Dosadna ilustracja dwóch rzeczy:

  1. do czego prowadzi dialog chrześcijaństwa z antychrześcijańskimi kulturami plemiennymi
  2. jak wygląda w praktyce „marsz przez instytucje” Gramsciego (exemplum: siedzący w Ratuszu, robiący w kulturze tacy ludzie jak: pani Diduszko, pan von Thun Janowski i dziesiątki im podobnych).

Kto zrozumie logiczny potencjał zawarty w tych dwóch faktach, ten nie będzie ekscytował się i wzburzał  konsekwencjami.

To wszystko zwykła logika rozwoju wydarzeń, drodzy państwo. Zero zaskoczeń. Wiceprzewodniczącego nacjonalistycznej loży B’nai B’rith dopuściliście do wykładania filozofii na najstarszej polskiej uczelni – to będziecie w teatrach oglądali defekację na Polaków i pornografię – tak mówi logika. Jeśli kiedyś nosiło się na rękach Sierakowskiego, to teraz będzie on  lansował Frljića. Jeśli kiedyś reaktywowało się wolnomularstwo w Polsce, to teraz krewni pani Róży von Thun i ona sama brykają (zięć w Ratuszu, brat w składzie zarządu Muzeum Żydów Polskich, w Dziale Projektów Kulturalnych). Dofinansowanie na „Klątwę” uzyskał Teatr Powszechny z Grand Orient de France, ups, miało być z Brukseli, o czym sami informowali jakiś czas temu na Twitterze. Kasiorkę załatwiła najprawdopodobniej pani Różyczka na prośbę zięcia – ma przecież nasza Statua Wolności von Thun dobre wejścia w Brukseli. Dziwne wręcz byłoby, gdyby było inaczej. Arystoteles mógłby się w grobie przewrócić, jeśliby polityka transformacji oddana w ręce kultury braci starszych i braci kielni i cyrkla nie doprowadziła do fellatio z figurą papieża, masturbacji krzyżem i rozważania tematu mordów politycznych. Przecież oni niczego innego nie potrafią. To jest właśnie zakodowany w podświadomości ich dzień powszedni życia wędrownych wspólnot, taborów plemiennych grasujących w pobliżu szlaków handlowych. Słońce zachodzi, żadnej karawany na horyzoncie nie widać do obrobienia i taki nomada, jeden z drugim ma do wyboru: fellatio, masturbatio lub kombinowanie jak by tu załatwić najmniejszą ilością ciosów i bez krzyku konkurenta do wielbłąda lub muła i zawieszonych na nim sakw. Podobne „czynności rytualne” co u nomadów należą do rytuałów kielni i cyrkla: profanacje antypapieskie, obscena i mordy polityczne. Toż „Klątwa” cała jest jednym wielkim podpisem zdradzającym faktycznych autorów! Podpisem z zawijasem.

Radzę się więc przygotować na spektakle: Podróże misyjne św.Aleksandra Smolara. Relikwie chuci Jelinek. Kaczynada – z defekacją zbiorową na radioodbiornik nadający mszę świętą (widzowie w maskach gazowych – teatr uczestniczący, spektakl poświęcony pamięci Petera Brooka). Happening wg „Sztuki pierdzenia” w Wielki Piątek w Filharmonii Narodowej. To te klimaty. Plemienno-internacjonalne i fartuszkowe.  Nie poznajecie? To dokładnie wszystko na co ich stać oraz ich indywidualne rozumienie Piękna. Natura ich pozbawiła zdolności abstrahowania to siedzą i robią. W kulturze to robią. To jedyne robią, co mają do zrobienia. Taki  lajf… Naprawdę jeszcze tego nie rozumiecie? Wchodzicie z nimi w dyskusje o sztuce? 1. im nie chodzi o sztukę 2. o sztuce i pięknie nie mają pojęcia (święte księgi im zakazywały eksplorować te sfery i są w nich analfabetami).

We Włoszech w jednym z miasteczek odbywało się dorocznie wspominanie profanacji hostii przez Żydów. Vaticanum II na rozkaz rabinów… zabronił chrześcijanom  obchodzenia tej rocznicy. Dlaczego zabronił? Głupie pytanie. Po to, by znowu mogli zacząć profanować :). Już nad tym pracują, szukają tylko reżysera z Serbii, Mołdawii lub Tadżykistanu. Nie oburzajcie się tak bardzo, bo paliwo oburzenia będzie jeszcze potrzebne. Psy – znaczą teren moczem. Pewien typ ludzi – znaczy  opluwaniem.

Dalej nie chce mi się wysilać wyobraźni, by wczuwać się w tego typu umysły i wymyślać potencjalne profanacje, do których są gotowi. Jakoś brzydzi mnie wiwisekcja prymitywnych umysłów plemiennych. Ale tego oczekujcie. Kontynuacji. Marszu obrzydlistwa wpuszczonego do Polski przez Jaruzelskiego i Geremka. Najlepsze jeszcze przed wami. Chyba że… Chyba że wszystkie organizacje wolnomularskie i soroso-biorące zostaną wyproszone z Polski. Jako nieproszony, awanturujący się, wyłudzający gość, który nie spełnił warunków okresu próbnego. Stanowi zagrożenie dla spokoju społecznego i zostaje deportowany.

ue

Pozdro dla Franza Timmermansa 😉

wwww

I dla Frau Angeli 😉

Kiedy Polska przestała być czysta, czyli rok 1988, 1997 i dalsze zanurzanie się okrętu albo letarg strażników

  • SPIS TREŚCI
  • Rok 1988 – otwarcie bram dla powolnej dezintegracji chrześcijaństwa i jego zasad: uczciwości i wspólnotowości
  • Wały antypowodziowe przerwane czyli obcy żywioł w natarciu
  • Przedefiniowanie chrześcijaństwa wyszło z kolebki polskości
  • Rok 1997 – filosemityzm antychrześcijański i walka z polskim patriotyzmem zaczyna drugi etap fensywy
  • Ekspansja i dziedzictwo dialogu: aktywny antypolonizm organizacji pozarządowych
  • Tolerancja sprytnie i za państwowym wynagrodzeniem  zarządzająca wzbudzaniem poczucia winy i strachu
  • Niektóre metody erodowania chrześcijaństwa
  • Nieoczekiwana puenta wesołego święta czyli fałszywy rabin naucza w kościele
  • Gazeta Wyborcza i jej autorytety (prof.Zoll, Frasyniuk) węszą faszyzm
  • Paleta metod dezinformacji – agencje odwracające fakty ogonem i… „znaczy kapitan”
  • Nadpobudliwość antynarodowa
  • Smutny finał czyli proislamizacja, ciągłość środowisk i złowieszczy letarg strażników wiary

ROK 1988 – OTWARCIE BRAM DLA POWOLNEJ DEZINTEGRACJI CHRZEŚCIJAŃSTWA I JEGO ZASAD: UCZCIWOŚCI I WSPÓLNOTOWOŚCI

Pamiętam wywiad ze starym księdzem egzorcystą, który zapytany przez dziennikarza kiedy Zło do nasz weszło odpowiedział: na Zachód w latach 60-tych, do Polski w poczatku lat 90-tych. Pytający zaoponował, jak to, przecież wolność, demokracja, ksiądz odparł coś w tym rodzaju – Polska wtedy, do początku lat 90-tych, była jeszcze czysta (…)                                                           [komentarz internauty]

Jak przebiegały (w skrócie) etapy powrotu, mówiąc językiem prezydenta Dudy, „przyjaciół” Polski oraz ich specyficznej kultury i mentalności na ziemie polskie? Przyjaciół wraz z ich tradycyjną, koteryjną, kastową, nepotyczną i antychrześcijańską mentalnością, które nie mogły nie odbić się na ekonomii i gospodarce. A co stokroć ważniejsze: na kulturze i duchowości Polski…Jak wyglądało przygotowanie gruntu pod „prace wykończeniowe” firmy nomenklaturowej abpa Gądeckiego? No cóż… Bez zagłębiania się w szczegóły i preliminaria sektorowe możemy uznać za datę graniczną 1988 rok i spotkanie Sorosa z Jaruzelskim omawiające wariant „wybawienia” Polski (wybawienia od… własności i chrześcijaństwa) za pomocą planu Sorosa-Sachsa-Liptona.

1988 – to b.ważny rok:

  1. plan dwóch zreformowanych członków światowej społeczności żydowskiej (Sorosa-Sachsa) wspomaganych przez D.Liptona, pierwszego Prezydenta MFW (wcześniej zaufanego pracownika banku – jakiegożby, jak nie tego, który tworzyli kiedyś Moses Taylor i Samuel Osgood – czyli banku Citi)
  2. drugi efekt wizyty Sorosa: zgoda władz na utworzenie filii Open Society, czyli Fundacji Batorego („judaizm otwarty” – termin mój)
  3. wznowienie działalności Kongregacji Wyznania Mojżeszowego w Warszawie i wybór pierwszego od lat rabina Warszawy oraz Naczelnego Rabina Polski (Pinchasa Menachema Noskowicza) na mocy porozumienia z Izraelem  (judaizm ortodoksyjny i reformowany)
  4. przygotowanie do odtworzenia głównych polskich gmin wyznaniowych żydowskich (GWŻ), ważniejsze gminy zostały odtworzone w 1993 r. od razu zaczynając się ubiegać o zwrot mienia
  5. rozpoczęcie wydawania Gazety Wyborczej (organu KOR, organizacji w dużej mierze animowanej przez „podziemne” polskie loże).

mb

Ilustracja 1. Polska klapa

WAŁY ANTYPOWODZIOWE PRZERWANE CZYLI OBCY ŻYWIOŁ W NATARCIU

Potem, po tych położonych pod koniec lat 80 kamieniach węgielnych profilu środowiskowego i „metodologicznego” Nowej Rzeczpospolitej (ty posadę mnie, a ja, kuzynie, tobie, byle przy żłobie…) było już z górki. Powoli narastała atmosfera stygmatyzowania 1.wiary i 2.patriotyzmu, ba, stygmatyzowania nawet 3.przyzwoitości i uczciwości (uczciwość ma się nijak do kastowości i nepotyzmu). Wszak dla Nadreprezentantów owe trzy „przesądy (wiara, patriotyzm, uczciwość) były to tylko przeszkody w rozwijaniu środowiskowych interesów, oderwanych od poczucia wspólnoty i odpowiedzialności elit za… resztę. Póki reszta – po szekspirowsku – była tylko milczeniem, praca i interesy internacjonalnych koterii szły dobrze. Gdy w 2015 wygrała normalność plus odpowiedzialność narodowa (nie kastowa), odsunięty model ekskluzywistyczny doznał wstrząsu, którego konwulsje do dziś odczuwamy. Powoli przygotowywano dwie „sprawy” (spraw, o spraw, bym widziany był jako człek praw…) reaktywację wolnomularstwa w naszej biednej ojczyźnie oraz budowę „świątyni dialogu”, czyli muzeum Polin („eksterytorialne centrum antypolskiej agitacji” wg genialnej definicji G.Brauna). Loża BB prawie pierwszego dnia po reaktywacji zabrała się… do ograniczania polskiego rynku medialnego wysuwając żądania odebrania koncesji TV Trwam i Radiu Maryja. Co za tupet i bezczelność! Cóż za naiwność Polaków (czytaj: zinfiltrowanie i snobizm plus dobroduszność), by zgodzić się na postawienie tego sakralnego (Religia Narodowego Ego i Religia Holokaustu) obiektu, którego 90% funkcji sprowadza się do bycia celem pielgrzymek izraelskiej młodzieży i młodzieży z diaspory intoksykowanej nienawiścią do Polaków. I tak to Polska „za ostatni grosz” (Gross) postawiła sobie betonowy pręgierz na siebie… Cóż, gdy większość Polaków pod urokiem zielonego jabłuszka i chmielu pełnych snu – dała palec, wzięto im rękę. Ułożoną dla picu w znak „V” (znany z dialektu „Mazowieckiego” ;). Tak zazwyczaj bywa, gdy jedna ze stron nie wytrwa w postanowieniu separacji lub rozwodu pod namową episkopatu teściowej. Wtedy toksyczny związek zaczyna się na nowo a spokój oddala się. I żonę przywiązuje się do męża wymuszając na niej, by dała mu jeszcze jedną szansę i by unikała mówienia źle o nim („antysemityzmu”). A on, jak to on, wynosi kolejne rzeczy z domu spieniężając je, by było na picie. Tak najczęściej wygląda „dialog” (musicie porozmawiać ze sobą, nie bądź taka uparta – rajfurzy teściowa episkopatu…).

PRZEDEFINIOWANIE CHRZEŚCIJAŃSTWA WYSZŁO Z KOLEBKI POLSKOŚCI

Mentalność żydowska (zwrot JE abpa Gądeckiego) jest tak silna i monolityczna (etnocentryzm), że każdy, kto daje się wciągnąć bliższe z nią relacje – zmuszany będzie do… przedefiniowania samego siebie, do zmiany albo wręcz porzucenia swoich zasad i swojej, odmiennej mentalności. Tym samym zacznie tracić własną tożsamość.

Teksty programowe różnych niemieckich środowisk „ekumenicznych” rajfurzących polskiemu Kościołowi, i co ważne, także państwu, „dialog polsko-żydowski”- nie skrywając swoich intencji zbytnio mówiły o „redefiniowaniu”, „konieczności redefiniowania chrześcijaństwa”. Starania środowisk, które szkicowo opisałem w cz.II, dążące do wymuszenia na chrześcijaństwie, żeby się „zredefiniowało” (co oznacza: poddało dekonstrukcji i rozwodniło w Poznaniu nie do poznania…) osobliwie upodobały sobie jeden region naszego kraju – Poznań i Gniezno (jak podaje stowarzyszenie „Coexist”: „W Poznaniu – wzorem lat minionych – Dzień Judaizmu ma „moc trwania” dni kilkanaście”). Sądzę, że były dwa powody tego „zbiegu okoliczności”, praktyczny i symboliczny. Praktyczny to ten, iż przez wieki gmina żydowska była trzecią w kolejności, najbardziej liczebną, gminą w Polsce. Symboliczny – być może ważniejszy nawet – to fakt, iż diecezja poznańska była historycznie pierwszą diecezją na ziemiach polskich a Gniezno było miejscem przyjęcia wiary katolickiej przez Mieszka. Nie lekceważyłbym przyczyn symbolicznych, gdyż, jak uważał nie tylko Spengler, religia i kultura żydowska były i są sensu stricto magiczne.

ROK 1997 – FILOSEMITYZM ANTYCHRZEŚCIJAŃSKI I WALKA Z POLSKIM PATRIOTYZMEM ZACZYNA DRUGI ETAP OFENSYWY

Często opisywany w tym tekście Dzień Judaizmu nie jest  jego”tematem”. Wgląd w jego obrzędy daje wgląd w mechanizmy oswajające z herezją, z nieakceptowalnym, czyniące je popularnym, a na koniec pożądanym. Dzień Judaizmu w schemacie Okna Overtona stanowił 5. punkt.

O inicjatywie abpa Gądeckiego utworzenia Dnia Judaizmu tak pisały agencje:„Podczas Konferencji Episkopatu Polski, która miała miejsce w 1997 roku w Gdańsku, został przedstawiony pomysł wprowadzenia w Kościele katolickim w Polsce Dnia Judaizmu. Zamiar ten wywołał w opinii publicznej zrozumiałe rozdwojenie. Dla jednych był to następny sygnał dokonującej się „judaizacji chrześcijaństwa”. Dla innych – radosny znak pogłębiania samoświadomości Kościoła na temat swoich korzeni i roli w świecie.” Oczywiście, pomysł został wprowadzony w życie. Zgodnie z planem (może z tym planem, o którym śpiewał Lech Janerka: „Obawiam się, że powstaje plan zatykania trąby

Dokładny plan w którym nie masz już

szpar dziur

Jest jak w niebie…”).

Jeśli chodzi o słowa-klucze, to trzeba zanotować niezbywalną obecność we wszelkich informacjach o Dniu Judaizmu tego samego słowa, które już poznaliśmy w dialogu hierarchów rosyjskich z polskimi, czyli słowa „korzenie”.

W każdym razie tradycja zapoczątkowana przez jedynego z Ekscelencji z wysokich kręgów nie oznaczonego indeksem TW (ach, co za okoliczności zbieg, taki zbieg, co był i… zbiegł) obchodziła tego roku XX rocznicę. Co ciekawe, jak już wspominałem, wzmiankowany Dzień ma tendencję do rozrostu. W poprzednich latach dzień trwał już tydzień. W tym roku, dzień pobił rekord i trwał już… 10 dni. Jak tak dalej pójdzie, dzień ów potrwa i… rok cały. Na razie możemy powspominać tegoroczny 10-dniowy dzień:

„Ach, co to był za dzień! [para dudi ratira dudidam]

Ach, co to był za dzień! [bara bara pararara]

Dęta orkiestra grała ile tchu, mówię wam

trąby tu, tuby tam, ach! szkoda słów…

Panie, panowie, to był wspaniały dzień, to był dzień!!!

Ach, co za dzień!”.

Ale nie bądźmy złośliwi. Oczywiście nie wszystko w Dniu Tym ograniczało się „do trąb i tub”, choć przyszło ich trochę… 😉  Trąby i tuby stanowią pewien constans procentowy w każdym społeczeństwie. Bardziej interesujące są propozycje, jakie przygotowano dla owych… trąb i tub. Czego tam nie było! Na przykład: Warsztaty Chanukowe prowadzone przez oszusta przebranego za rabina (głośna swego czasu historia), zapalanie Menory Dialogu, dziwny wykład ks.Hockena „Znaczenie Izraela dla jedności chrześcijan”, rozmowa rabina, muftiego i arcybiskupa z okazji rocznicy ogłoszenia – wg wielu teologów – heretyckiego dekretu Nostra Aetate z Vaticanum II, „Judasz” – czytanie sceniczne. „W kręgu tradycji żydów wielkopolskich” – projekt edukacyjny: warsztaty dla młodzieży licealnej w zakresie tradycji, historii i współczesności. Mamy też „Warsztat empatii” dla Polaków. Wykład: Kim był faryzeusz? Ujęcie proposologiczne – prof. Joseph Sievers (Rzym) .Wykład „Midraszowe poszukiwania w judeochrześcijańskim skarbcu”. „Dla Nas i dla Przyszłości” – jak rozmawiać z młodzieżą o polsko-żydowsko-niemieckiej historii? (warsztaty dla nauczycieli i pedagogów). Nagroda „Menora Dialogu” dla profesora Władysława Bartoszewskiego „za zbliżanie ludzi, kultur, religii i narodów” przyznawana przez Stowarzyszenie COEXIST (czy nagroda obejmuje też intencję: za oddzielanie bydła od nie-bydła, zgodnie ze słynną deklaracją „profesora”??). Wszystko to pod patronatem abpa Gądeckiego i z jego udziałem. Całość wieńczyło (rok temu) „nabożeństwo biblijne” pod przewodnictwem abpa Gądeckiego. Zatrzymajmy się tu na chwilę. Cóż to za dziwna forma: „nabożeństwo biblijne”. Czyżby to był początek wypracowywania wspólnej formy liturgicznej chrześcijańsko-żydowskiej mającej zastąpić w dalszej perspektywie zwykłe katolickie msze i nabożeństwa? A cóż to za dziwny zwrot na oficjalnym plakacie: „pod przewodnictwem arcybiskupa”? Do Moskwy przybyła polska delegacja partyjno-rządowa pod przewodnictwem pierwszego sekretarza PZPR, sekretarza Episkopatu, czy to o takie skojarzenia chodzi?

EKSPANSJA I DZIEDZICTWO DIALOGU: AKTYWNY ANTYPOLONIZM ORGANIZACJI POZARZĄDOWYCH

To tylko mały wybór ofert Dnia Judaizmu. Otwarcie bram przez ustanowienie tego „święta” umożliwiło powstawanie dziesiątek pozarządowych, czerpiących obficie z budżetu organizacji dialogowych. Pieniądze z budżetu zużytkowane są m.in. na to, by „badać mniemaną korelację „wzrostu antysemityzmu w Polsce” ze wzrostem „nastrojów anty-imigranckich”, o czym doniosą natychmiast agencje (dez)informacyjne grające swój wielki koncert na pudła rezonansowe, rozlegający się od Warszawy, przez Tel Aviv, aż po Windhuk (stolicę Republiki Namibii) – jak obrazowo opisuje to G.Braun. Z tą…Namibią, to nie przesada! Na początku 2017 r. pojawiło się „doniesienie NAMPA, tj. Namibijskiej Agencji Prasowej o „wzroście antysemityzmu w Polsce” (sic!). A więc już nawet na południowe krańce Czarnego Lądu, aż pod zwrotnik koziorożca dotarła już ta hiobowa wieść, że Polska roi się od „antysemitów”. Świetną robotę wykonał G.Braun, zadał sobie trud by prześledzić źródła tego antypolonizmu, tego obłędnego czarnego pijaru. Trop prowadził od Namibii (agencja prasowa NAMPA) poprzez francuską AFP i Reutersa. A skąd czerpał swe talmudyczne objawienia Reuters? Pytanie retoryczne… Uniwersytet Warszawski! „A konkretnie jedna z jego agend na Wydziale Psychologii (W projekcie biorą udział naukowcy z Wydziału Psychologii, Instytutu Socjologii, a także Instytutu Studiów Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego): Centrum Badań nad Uprzedzeniami (centrum bada, za pieniądze podatnika stężenie w powietrzu takich chorób jak: dyskryminacja kobiet, nietolerancja wobec cudzoziemców, homofobia, antysemityzm, czy też rasizm). Ulubioną z chorób, którą się bardzo przyjemnie bada za odpowiednimi opłatami (grantami) jest oczywiście antysemityzm i islamofobia oraz niechęć do „uchodźców”.

„Na czele tego państwowego ośrodka akademickiego, stoi niejaki Michał Bilewicz, wyposażony w dumny tytuł i posadę „doktora”, których dorobił się chyba właśnie na „polskim antysemityzmie” – mimo stosunkowo młodego wieku jest to wielce już zasłużony działacz frontu ideologicznego, “badacz”, w swoim czasie red. nacz. pisma „Jidełe” / „Żydek”, znany czytelnikom „Krytyki Politycznej”, „Forum Żydów Polskich”, no i oczywiście słuchaczom radia (Rynsz)TOK-FM; stypendysta Fulbrighta, zastępca szefa Komitetu Psychologii Polskiej Akademii Nauk, kierownik ww. Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW, udzielający się również aktywnie pod szyldem Forum Dialogu Między Narodami. Strona internetowa tej ostatniej jaczejki jest aktualnie „w przebudowie”, ale wszelkie informacje znajdzie Sz. Czytelnik na stronach… Narodowego Centrum Kultury.

A więc najwyraźniej szczodry naród polski zapewnia panu doktorowi Bilewiczowi wikt i opierunek, już nie tylko utrzymując Uniwersytet Warszawski, czy Polską Akademię Nauk, ale także lekką ręką min. Glińskiego, któremu wszak Narodowe (?) Centrum Kultury podlega. Wszystko po to, aby pan dr Bilewicz mógł spokojnie badać mniemaną korelację „wzrostu antysemityzmu w Polsce” ze wzrostem „nastrojów anty-imigranckich”. Oddajmy jeszcze na parę zdań głos G.Braunowi: „Tak, czy inaczej, fundowanie przez naród polski działalności, która służyć ma za pożywkę kolejnej fali antypolskiej nagonki – to jest praktyka, której normalne, poważne państwo nie powinno tolerować. A przecież III/IV RP nie tylko toleruje, ale ewidentnie wspiera i stymuluje – właśnie poprzez utrzymywanie na koszt podatnika takich antypolskich ośrodków dywersji propagandowej, jak ww. Centrum czy Forum. Żadnej „dobrej zmiany” na tym odcinku nie widać, wręcz przeciwnie”.

TOLERANCJA SPRYTNIE I ZA PAŃSTWOWYM WYNAGRODZENIEM  ZARZĄDZAJĄCA WZBUDZANIEM POCZUCIA WINY I STRACHU

Zajrzyjmy jeszcze do wizytówki  Forum Dialogu Między Narodami, w którym b.aktywnie udziela się ów „przyjaciel Polski”, chodzący po ulicach z kieszonkowym wykrywaczem rasizmu, faszyzmu i nacjonalizmu oraz niechęci do wyznawców Allacha, dr Michał Bilewicz obsmarowujący Polskę, gdzie się tylko da, za polskie pieniądze:

„Fundacja Forum Dialogu Między Narodami jest organizacją pozarządową zajmującą się działalnością na rzecz zbliżenia pomiędzy Polakami a Żydami, przeciwdziałaniem przejawom antysemityzmu i ksenofobii, a także edukacją na rzecz tolerancji. Forum realizuje swoje cele poprzez seminaria, wystawy, publikacje i programy wymiany, skierowane do młodzieży i środowisk opiniotwórczych. (…)

Do głównych typów działalności edukacyjnych Forum należą wycieczki po żydowskiej Warszawie, warsztaty „Trudne Pytania” i polsko-żydowskie spotkania młodzieży.

Wycieczki po żydowskiej Warszawie pozwalają młodym Polakom poznać nieznane dotychczas miejsca, które są ważne ze względu na historię polskich Żydów.

Warsztaty mają na celu uwrażliwienie uczniów na problemy ksenofobii i nietolerancji, ze szczególnym uwzględnieniem problemu antysemityzmu.”

Warsztaty prowadzone są przez „zawodowych, doświadczonych trenerów”:

„Podczas warsztatów licealiści odgrywają np. spotkanie Polaka z Żydem, który wyjechał z Polski tuż po wojnie i po raz pierwszy zjawił się tu dopiero w latach 90.

Wcielając się w obie role mogą zrozumieć odczucia człowieka, który emigruje zostawiając za sobą zgliszcza. Kiedy przyjeżdża – widzi antysemickie napisy. Co wtedy czuje?

Jak Polacy powinni się zachować wobec antysemityzmu i jak go zwalczać?

W czasie zajęć młodzież czyta także fragmenty książki przygotowanej przez Forum Dialogu Między Narodami oraz American Jewish Committee . (…) Obok siebie siadają licealiści: Polak i Żyd. Rozmawiają o miłości, muzyce i sporcie, ale także sytuacji w Polsce, Izraelu, czy o Holokauście. Od dziesięciu lat Forum Dialogu Między Narodami organizuje spotkania młodzieży polskiej z żydowską, dzięki którym młodzi mogą przełamać stereotypowe myślenie. Efekty są znakomite!

Co roku przyjeżdża do Polski 30 000 młodych Żydów z Izraela, USA, Kanady, Australii, Francji oraz innych państw. Są w kraju, który jest przez nich często odbierany jako cmentarz narodu żydowskiego, i w którym wizyta jest trudnym doświadczeniem.”

Trenerzy, oczywiście, muszą być wcześniej wyszkoleni:

„Trenerzy Forum Dialogu Między Narodami to zespół współpracujących z nami od kilku lat studentów i absolwentów m.in. psychologii, socjologii, hebraistyki, historii, pedagogiki, kulturoznawstwa, którzy zainteresowani są relacjami polsko-żydowskimi i edukacją o Holocauście.

W ciągu roku trenerzy przechodzą cykl szkoleń dotyczących zarówno podstawowych umiejętności psychologicznych koniecznych w pracy z grupą, jak i specyfiki prowadzonych przez Forum zajęć. Każdego roku latem organizowana jest „Letnia Szkoła Trenerów”, podczas której trenerzy odbywają intensywny kurs wiedzy (kultura i historia Żydów) i umiejętności trenerskich (trening interpersonalny, moderowanie dyskusji, rozwiązywanie konfliktów).”

Tak wygląda próbka  d z i e d z i c t w a  otwarcia drzwi dialogowi i patronowania mu przez  abpa Gądeckiego…

awa

Ilustracja 2. Episkopalne Okno Overtona do anihilacji chrześcijaństwa “religią tęczy” i “religią holokaustu”

NIEKTÓRE METODY ERODOWANIA CHRZEŚCIJAŃSTWA

Jak wiadomo jedną z najlepszych metod dekonstrukcji upatrzonego, spójnego systemu ideowego jest perwersja pojęć, wywracanie ich na nice, zmiana znaczeń, wprowadzenie w obręb spójnej konstrukcji doktrynalnej – pojęć jej obcych, sprzecznych z jej fundamentami. Po takich działaniach „drążenia od środka” dalsza korozja następuje częściowo automatycznie.

Klasycznym przykładem takich technik jest homilia (przemówienie, wykład? Gdyż chyba tak należałoby nazywać mowę wygłoszoną na „nabożeństwie biblijnym” „pod przewodnictwem”) abpa Stanisława Gądeckiego zatytułowana: Co ty tu robisz Eliaszu? (XIX Dzień judaizmu, Poznań, kościół pw. św. Wojciecha – 17.1.2016).

Mamy tam opowieść jak „prorok ucieka z Izraela do źródeł jahwizmu, do ojczyzny Bożego objawienia”. Hmm. Nie zajmiemy się tutaj ilością potencjalnej heterodoksji w każdym prawie słowie tego cytatu, bo zwiększyłoby to objętość tekstu znacznie.

Dalej w tej „homilii” mamy deformację ewangelicznego wskazania, by nie służyć dwóm panom. Antagonizm ewangeliczny: Bóg w Trójcy Jedyny versus Mamona zostaje zmyślnie zdekonstruowany i podmieniony na dylemat wyboru między dwoma narodowymi bóstwami: Baalem i Jahwe. Majstersztyk perwersji…, (ucz się, Polaku, ucz, bo nauka to potęgi klucz).

Dalej mamy… wykład elementów „mentalności żydowskiej” oraz „gorliwości żydowskiej”. Całkiem nieźle, jak na nabożeństwo (Chrześcijańskie? Biblijne? Synkretyczne? Internacjonalne?). Dalej mamy cytat z Rew Mosze Chajim Luzzatto, Ścieżka sprawiedliwych (Mesilat Jeszarim). Czy to jest TO, co zastąpi wkrótce na mszach „czytania liturgiczne” i słowa Ewangelii? Dalej mamy kuriozalne stawianie za wzór chrześcijanom części mentalności żydowskiej, jaką jest gorliwość żydowska. Ubrane jest to w surrealistyczny obraz: chrześcijanina, który wszczepia sobie mentalność i gorliwość żydowską i z tą gorliwością żydowską… goni przykazania (sic!).

Całość wątku kończy puenta: „Gorliwość jest rodzajem szybkości w boskich sprawach”.

Zaiste. Od 1997 r. i przegłosowania przez KEP Dnia Judaizmu do kilkanaście lat późniejszych takich „kazań” – i dra Bilewicza mierzącego antysemityzm i islamofobię w swym alchemicznym laboratorium na UW. by za chwilę rozsyłać do zagranicznych agencji prasowych ataki na Polskę – jest to duża szybkość gorliwości żydowskiej w „boskich sprawach”… Gorliwa szybkość i… szybka gorliwość „mentalności żydowskiej” (zwrot abpa Gądeckiego) w boskich, ups, swoich sprawach.

Idźmy dalej tym dziwnym szlakiem skojarzeń abpa. Jak wyczuwamy z tonu, homilia zbliża się ku końcowi, czyli syntezie i „dyrektywom dla wiernych”. Jest to znana pieśń, okraszona postraszeniem. Zacytujmy całość wytycznych:

„Antyjudaizm i antysemityzm są grzechem przeciwko miłości bliźniego, grzechem niweczącym prawdę o chrześcijańskiej tożsamości i dlatego ich kategorycznego potępienia nie można łagodzić przez uwarunkowania kulturowe, polityczne czy ideologiczne, w jakich antyjudaizm i antysemityzm występowały w przeszłości. (…)

Po tym mamy wielki finał antypoloneza:

„Wyznanie grzechu antysemityzmu jest dojrzałym owocem nawrócenia i wiary w Ewangelię.”

To już koniec „homilii”. A może nie tylko homilii…, a czegoś o wiele większego.

NIEOCZEKIWANA PUENTA WESOŁEGO ŚWIĘTA – fałszywy rabin naucza katolików

Gdy zakończyła się homilia „pod przewodnictwem” abpa Gądeckiego nastąpił kolejny punkt programu „nabożeństwa biblijnego”, do mikrofonu podszedł rabin Jakoob Ben Nistell, aby wygłosić „komentarz żydowski”. Trochę to dziwne, gdyż oddając się lekturze homilii abpa wydawało mi się, iż to właśnie jest „komentarz żydowski” z jednokrotnym zacytowaniem ewangelii. Mielibyśmy więc tu komentarz żydowski do komentarza żydowskiego na katolickim “nabożeństwie biblijnym”. Oryginalne. Ociera się o… pokojową nagrodę Nobla.  Rabin, stylowo odziany w skórzany płaszcz „podkreślił, że dzisiaj również ludzie tworzą sobie wiele bożków i zapominają o wierze w prawdziwego Boga. − Potrzebne były ogień i wichura, aby przypomnieć ludziom, że jest tylko jeden Bóg − zaznaczył. Zwrócił uwagę, że mimo wielu fałszywych proroków jak biblijna Izebel, Pan Bóg ma swoich gorliwych wyznawców, którzy będą przekazywali wiarę w Niego następnym pokoleniom.” Pięknie! Świetna sprawa, przemądry, zapewne, rabin komentuje słowa Jego Ekscelencji, szczególnie zwracając uwagę na „fałszywych proroków”.  Sęk w tym (pies pogrzebany), że ów nauczający zasłuchanych katolików w katolickiej świątyni rabin jest… fałszywym rabinem, najzwyklejszym oszustem. Wcześniej uczestniczył np. w rekolekcjach abpa Gądeckiego, odmawiał kadisz na uroczystości pamięci ofiar holokaustu, czy występował jako rabin w Bibliotece Raczyńskich. Jak podała prasa: „Występował pod fałszywym imieniem i nazwiskiem oraz oszukiwał, że pochodzi z Izraela. Zapraszano go na ważne uroczystości, gdzie zabierał głos jako znawca judaizmu. Przez lata nikt nie sprawdził jego tożsamości. Kierująca filią Gminy Żydowskiej w Poznaniu uwierzyła mu ze względu na wygląd.

ww

– Znam go, ale to nie żaden Nistell tylko Jacek Niszczota. On jest z Ciechanowa – z taką rewelacją zadzwonił do “Głosu Wielkopolskiego” mieszkaniec woj. małopolskiego po obejrzeniu w TVN24 relacji z rekolekcji.. Zapewnił, że zetknął się z nim osobiście i poznał go również po głosie. Rzeczywiście po sprawdzeniu okazało się, że występujący w „Almanachu Żydowskim” Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP jako osoba odpowiedzialna za „religijne przygotowanie oraz prowadzenie szabatu i świąt”, nie jest tym, za kogo wszyscy go uważają. Jaakob ben Nistell na Facebooku podaje swoje imię jako Yaakav i informuje, że urodził się w 1968 roku w Hajfie w Izraelu. Fałszywe jednak okazało się nie tylko imię i nazwisko, ale i informacja o izraelskim pochodzeniu oraz znajomości języka hebrajskiego. Dziennikarze zadzwonili anonimowo na komórkę Nistella i zapytali o Jacka Niszczotę. Fałszywy rabin był wyraźnie zaskoczony. Po chwili zmyślił, że wyszedł on do sklepu i będzie za 10 minut. Po wskazanym czasie komórkę odebrał ten sam mężczyzna tyle, że zaczął mówić łamanym rosyjskim. Przedstawił się jako Igor, który jedynie odebrał komórkę, która „leży w firmie”, a żadnego Niszczoty nie zna. Dopytywał jednak w jakim celu dzwoniący szukają mężczyzny. W końcu powiedział, by zadzwonić o godz. 20:00. O wskazanej godzinie ponownie odebrał ten sam człowiek. Tym razem przedstawił się jako Jacek Niszczota. Zaprzeczył, że jest Nistellem. Oświadczył, że nie zna go ani nikogo z gminy żydowskiej w Poznaniu. Przedstawił się jako „brygadzista na zmianie w hurtowni cateringowej we Wrocławiu”. Powiedział, że Igor (który wcześniej zaprzeczył, że zna Niszczotę) jest jego zastępcą. Odmówił podania nazwy i adresu firmy.”

Podaję więc ja nazwy tej firmy: „Infiltracja”, „Wciąganie w dialog, w którym tracisz tożsamość”, „Naiwnych nie sieją, sami się rodzą”, „Od rzemyczka do koniczka”.

GAZETA WYBORCZA I JEJ AUTORYTETY (Zoll, Frasyniuk) WĘSZĄ FASZYZM

Organizatorzy Dnia Judaizmu zapraszają też Polaków na fascynujące spotkania dyskusyjne. Spotkania na których naukowcy ze stajni Michnika i „znaczące autorytety” uświadomią nas, że Kaczyński to Hitler, Duda – Himmler a Rzeczpospolita to III Rzesza. Spójrzmy na tę zapowiedź:

Prof. Anna Wolff-Powęska i prof. Waldemar Łazuga dyskutować będą o sensie używania analogii historycznych we współczesnych dyskusjach i sporach politycznych. Spotkanie poprowadzi dr Paweł Stachowiak.

Nawet liczące się autorytety naszego życia publicznego dostrzegają w dzisiejszej sytuacji wewnętrznej Polski symptomy zagrożenia totalitaryzmem (prof. Andrzej Zoll). Mnożą się wypowiedzi sugerujące podobieństwa, które jakoby występują między polityką i retoryką obecnie rządzących, a stosowaną przez narodowych socjalistów w III Rzeszy (Władysław Frasyniuk). Czy takie analogie historyczne są dziś uprawnione? Czy służą właściwemu zrozumieniu tego, co dzieje się obecnie w Polsce? Czy faktycznie stoimy przed zagrożeniem totalitarnym? (…)Być może właściwe i odpowiedzialnie używane analogie historyczne pozwolą nam zapobiec zagrożeniu demokracji (…).”

Czy jest na to jakieś lekarstwo? Każdy niech sobie sam odpowie…

Każdy zna radiowy głos kończący korespondencję: „Z Rzymu mówił korespondent Polskiego Radia, Marek Lehnert.” Po pracy w Wolnej Europie Marek Lehnert płynnie przeszedł do pracy w Katolickiej Agencji Informacyjnej. Pan Lehnert (może „rebe” należy mówić, skoro nawet taki Jacek Niszczota został przez polskich hierarchów „urebewiony”?) specjalizuje się w korespondencjach dotyczących relacji chrześcijańsko-żydowskich. Jego dziełem jest skandaliczna korespondencja z Watykanu, gdzie posunął się do świadomego kłamstwa i wypaczenia watykańskiego dokumentu. Dowód tego kłamstwa wisi po dziś dzień w internetowych serwisach informacyjnych! Czy trzeba dodawać, że we władzach tej dezinformacyjnej agencji znajdziemy oczywiście… nieśmiertelnego abpa Gądeckiego, który ponad 20 lat (w latach 1992–2014) był członkiem Rady Programowej Katolickiej Agencji Informacyjnej, która winna być zwana KAD (Katolicka Agencja Dezinformacyjna). Filosemityzm posuwający się wręcz do zakłamywania sensu dokumentów watykańskich w celu lobbowania na rzecz interesów żydowskich, to znak rozpoznawczy tych panów, powołanych przez episkopat w tym samym roku, w którym abp Gądecki został wiceprzewodniczącym Komisji ds. Dialogu z Judaizmem. Abp Gądecki jak bóstwa hinduskie wydaje się mieć… wiele rąk.

tajemniczy-don-pedro-w-krainie-deszczowcow

Ilustracja 4. Prawa ręka abpa Gądeckiego: Marek Lehnert, autor słynnej fałszywki

Rola KAI jest duża: „Katolicka Agencja Informacyjna (KAI) – polska agencja powołana w 1993 przez KEP celem informowania o wydarzeniach związanych z działalnością Kościoła katolickiego na całym świecie. Głównym założeniem KAI jest ewangelizacja przez informację polegająca na przekazywaniu wiadomości religijnych oraz przedstawieniu stanowiska Kościoła w odpowiednich kwestiach. Jest głównym źródłem informacji większości mediów katolickich – prasowych, radiowych i telewizyjnych – w Polsce. Niemniej na co dzień z agencji korzystają także media świeckie jak TVP, PR i ogólnopolskie gazety codzienne.”

Jak „informuje” KAI? Jak wiadomo, Kościół na Vaticanum II w kontrowersyjnym dokumencie Nostra Aetate zbliżył się do zanegowania pewnych najważniejszych elementów swej doktryny. Stało się to poprzez wyłączenie Żydów z misji ewangelizacyjnej i uznanie, że… jest im ona niepotrzebna z powodu nieodwołalnego wybraństwa bożego. Stworzyło to precedens: w istocie rzeczy ustanowiło religię judaistyczną równorzędną względem chrześcijaństwa, czego bez wypaczenia przesłania ewangelii i spuścizny pawłowej nie da się zrobić. Ale zostawmy ten trudny temat doktrynalny. Nas interesuje tu fakt, iż wypowiedzi Kościoła w tych kwestiach są dość zniuansowane (częściowo też sprzeczne): otóż Żydzi jako całość zostali zwolnieni przez Nostra Aetate z bycia przedmiotem ewangelizacji, ale Kościół podkreśla, iż każdy chrześcijanin  jest „wezwany do dawania świadectwa wiary w Jezusa Chrystusa, także Żydom”.

W grudniu 2015 r. z okazji 50 rocznicy Nostra Aetate Watykan wydał dokument w którym jeszcze raz to powtarza. Co zrobiła z tego dokumentu KAI rękoma korespondenta o inicjałach „ml” (Marek Lehnert)? Zrobiła fałszywkę liczącą na to, iż do oryginału nikt nie sięgnie. Fałszywkę zdemaskowali internauci a konkretnie Paweł Milcarek. Jednak przekłamany i dezinformujący, filosemicki news wisi do dziś w serwisach info!!

Manipulacja wyglądała tak: na stronach KAI ukazał się tekst „Watykan: Kościół nie przewiduje żadnej misji wobec Żydów”. Fałszerstwo najlepiej ukazuje komentarz jednego z internautów, którzy wykryli oszustwo translacyjne:

Uwaga na fałszywki!

Najświeższy dokument Papieskiej Rady ds. dialogu z judaizmem w polskim streszczeniu KAI mówi: “Komisja zapewniła, że jeśli nawet katolicy w dialogu z judaizmem dają świadectwo swej wiary w Jezusa Chrystusa, to jednak powstrzymują się od wszelkich prób nawracania lub prowadzenia misji w swych kontaktach z żydami”.

Tymczasem oryginalny przekaz jest dokładnie odwrotny: “While there is a principled rejection of an institutional Jewish mission, Christians are nonetheless called to bear witness to their faith in Jesus Christ also to Jews”, czyli “Chociaż zasadniczo odrzuca się instytucjonalną misję wobec Żydów, to jednak chrześcijanie są wezwani do dawania świadectwa wiary w Jezusa Chrystusa, także Żydom.”

Ten eksces nie wymaga komentarza… Tym co zwraca uwagę w fałszerstwie jest też… wciśnięcie do „przekładu” nieobecnego w oryginale słowa „dialog”, w czym niechybnie poznajemy rękę i… ducha abpa Gądeckiego. Manipulacje relacjami z Watykanu są podpatrzone w USA. W czasie Vaticanum II, co dopiero niedawno wychodzi w pełni na jaw, miała miejsce zorganizowana akcja (przy udziale służb i lobbystów B’nai B’rith) przekłamywania korespondencji z trwających obrad! Akcja mająca na celu manipulowanie świadomością społeczeństwa na tematy będące przedmiotem obrad soboru.

Jednym słowem skandal. Ale z drugiej strony… normalne zachowanie. Normalne wg mentalności żydowskiej. Jeśli ktoś nie rozumie, iż w mentalności żydowskiej źle się czuje pojęcie  „prawdy obiektywnej” (oszukiwanie Boga jest jedną z głównych nauk Talmudu i sprawność w wymyślaniu sposobów oszukiwania Boga jest jedną z większych „cnót” kultury żydowskiej), mam nadzieje, że po przeczytaniu poniższej opowieści zacznie rozumieć:

„Karol Olgierd Borchardt wspomina, jak to będąc oficerem na transatlantyku „Polonia” pływającym na linii palestyńskiej z rumuńskiej Konstancy do Hajfy, spotkał pewnego razu na korytarzu wzburzoną delegację Żydów z rabinem na czele. Okazało się, że delegacja trafiła do kapitana Mamerta Stankiewicza z zamiarem zakupu statku. Na zdumienie kapitana zaskoczonego tą ofertą przewodniczący delegacji rabin odpowiedział, że oni „zawsze” kupują statek. Zdumienie kapitana było tym większe, że – jak wyjaśnił swoim rozmówcom – statek można kupić tylko raz, więc w jaki sposób oni „zawsze” go kupują? Na to rabin zapytał, czy on, znaczy – kapitan, tym razem chce więcej pieniędzy? Na to coraz bardziej zirytowany kapitan zapytał, dlaczego właściwie chcą kupić statek. Rabin wyjaśnił, że właśnie zbliża się szabas, kiedy Żydom nie wolno podróżować. Kiedy kupią statek będą u siebie w domu [ergo: nie będą w podróży]. Na to oburzony Mamert Stankiewicz oświadczył, że on do spółki z nimi nie będzie oszukiwał ichniego Pana Boga. Nic tak nie gorszy, jak prawda, więc rozwścieczony rabin wybuchnął: „uj, jak pan wiele o sobie myśli! Pan Bóg nie ma nic lepszego do roboty, tylko patrzeć, co pan o Nim myśli! Ja takiego zarozumiałego człowieka jeszcze nie widziałem!” W rezultacie kapitan wyrzucił delegację za drzwi i dopiero Borchardt wybawił ją z kłopotu wyjaśniając, że pomylili drzwi i zamiast do intendenta, który za każdym razem sprzedawał im statek za 10 groszy, trafili do kapitana.”

Został nam jeszcze rzut oka na nadpobudliwą awersję abpa Gądeckiego do organizacji narodowych.

NADPOBUDLIWOŚĆ ANTYNARODOWA

“Wyobraź sobie, że nie ma podziału na kraje
Nie jest to trudne
Nie ma powodu do zabijania lub poświęcania życia
I żadnej religii nie ma” [Imagine”]wwww

„Dezaprobatę wobec wykorzystywania świątyni do głoszenia poglądów obcych wierze chrześcijańskiej wyraził we wtorek przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki. Oświadczenie ma związek z zachowaniem członków ONR w sobotę w katedrze białostockiej” – taką wiadomość mogliśmy przeczytać w kwietniu 2016.

Tak – z rewolucyjną wręcz czujnością – zareagował abp Gądecki na list-donos, którego autorem był Bogdan Białek. Pan Bogdan Białek to aktywny założyciel i działacz niezliczonych fundacji i stowarzyszeń filosemickich. „P.Bogdan Białek uwielbia nagrody, przyznawać, dostawać, przyznawać, dostawać… Trudno by je było nawet zliczyć i nie spisałby  ich człowiek nawet na skórze 24 wołów przyprowadzonych przez książąt izraelskich na ofiarę biesiadną z okazji namaszczenia ołtarza (Księga Liczb 7,88). Czasem nawet – jak w przypadku przyznawanej przez Żydowski Instytut Historyczny nagrody imienia Marii i Łukasza Hirszowiczów – p.Białek będąc członkiem jury przyznaje nagrodę sam sobie „za utrwalanie w Kielcach pamięci o pogromie 1946 roku”. Pasjami zaś, p.Białek lubi – oprócz paradowania i fotografowania się w jarmułkach różnego kroju – udostępniać łamy redagowanego przez siebie czasopisma „Charaktery” światowej sławy polskiemu socjologowi Zygmuntowi Baumanowi oraz zapraszać – przy udziale GW – profesora… Grossa do Kielc, żeby stworzyć warunki do bezpośredniej konfrontacji ze współczesnymi mieszkańcami miasta a także animować… warsztaty antydyskryminacyjne dla nauczycieli, pedagogów i psychologów szkolnych w ramach projektu „O sprawiedliwość, o wolność, o godność” O… Boże… Aha, zapomniałbym, jeszcze lubi p.Białek przyznawać nagrody osobom duchownym, członkom episkopatu, takim np. jak bp Mieczysław Cisło, przewodniczący Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem.

Akcja: Białek – abp Gądecki zakończyła się donosem (nie będzie Polak pluł nam w twarz) do prokuratury w sprawie publicznego nawoływania do nienawiści na tle różnic wyznaniowych oraz publicznego znieważania ludności z powodu przynależności wyznaniowej. Oczywiście prokuratura zdecydowała o umorzeniu dochodzenia. Jak napisał w wydanym we wtorek komunikacie szef tej prokuratury Marek Czeszkiewicz, autorzy dwóch niezależnych od siebie zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa „złożyli je bez zapoznania się z rzeczywistym przebiegiem wydarzeń, lecz opierając się na przekazach medialnych”.

„Opierając się na przekazach medialnych” – cóż, jeśli się najpierw owe przekazy medialne spreparuje (vide: metody KAI), to później aż chce się człowiekowi na nich opierać. Nie mówiąc już o tym, że świat mentalności żydowskiej jest w dużej mierze światem wirtualnym, rozmiłowanym w mediach, w ich demiurgicznej, stwarzającej i niszczącej światy – sile. Najpierw skonstruujemy przekazy medialne, potem się na nich… oprzemy. A później będzie można sobie wzajemnie poprzyznawać nagrody. Za zwalczanie polskiego patriotyzmu… O ile mnie pamięć nie myli, pierwszy na… przemysłową skalę zastosował tę technologię Bronisław Geremek. Jak “produkował fakty” Geremek pokazuje ten cytat: “Die Welt  15.07.2006 “Następstwem tego – pisze Geremek – była rezolucja PE. Jej autorzy uznali Polskę za kraj, w którym nastąpił wzrost nietolerancji powodowanej rasizmem, ksenofobią, antysemityzmem i homofobią. Pomimo że jest to dla mnie bolesne, muszę stwierdzić, że Parlament Europejski miał jednak prawo do tak krytycznej reakcji na wypowiedzi przedstawicieli polskiego rządu (…)” – stwierdził były polski minister spraw zagranicznych Bronisław Geremek. Jego zdaniem, niektóre wypowiedzi przedstawicieli rządu koalicyjnego są sprzeczne ze standardami europejskimi i mogą spowodować, że Polska znajdzie się na peryferiach Europy.”Drugi przykład produkcji faktów i podżegania przeciw Polsce:

Marek Edelman
telegraph 24.06.2006
Wskazując na podobieństwa do narodzin faszyzmu w latach trzydziestych p. Edelman powiedział: “Jeśli koalicja będzie w dalszym ciągu kształtować kraj to szczerze wierzę, że nasza wolność jest zagrożona. Prześladowania zaczynają się od drobnych spraw: najpierw język, potem pobicia, w końcu morderstwo.” (…) “Chcę zwrócić uwagę, że rząd daje wsparcie najbardziej reakcyjnym prądom ksenofobii i antysemityzmu” powiedział p. Edelman.

Oczywiście poznajemy tu identyczny ton, którym od 1,5 roku śpiewają w Brukseli (Paryżu, Berlinie) niektórzy osobnicy reprezentujący mentalność żydowską, lub jej pilni uczniowie. A było TO już w 2006 r., z którego pochodzą powyższe przykłady.

To, co dzisiaj nas oburza było już jako napęczniałe ziarno w 1988 r. Dalej to po prostu kiełki, pędy, gałęzie itd. Przyroda.

SMUTNY FINAŁ czyli SAMOBÓJCZY PROISLAMIZM, CIĄGŁOŚĆ ŚRODOWISK I ZŁOWIESZCZY LETARG STRAŻNIKÓW WIARY

Aż przykro o tym pisać, ale tym co nie może potężnie zaniepokoić, jest wybór prymasa Polski w 2014. Prymasem został bp Wojciech Polak, duchowny przez wiele lat „terminujący” u boku abpa Gądeckiego ( był biskupem pomocniczym gnieźnieńskim w latach 2003–2014 i sekretarzem generalnym Konferencji Episkopatu Polski w latach 2011–2014). Zanosi się na ścisłe kontynuowanie linii abpa Gądeckiego… Niestety.

Poprzedni prymas, arcybiskup Józef Kowalczyk (zarejestrowany jako KI „Cappino”) wsławił się jawnym wspieraniem Hanny Gronkiewicz-Waltz, jak to opisano: „mówił jednym głosem z Andrzejem Halickim, Donaldem Tuskiem i Bronisławem Komorowskim.”

Arcybiskupowi Gądecki, Kowalczyk, Polak, bp Pieronek – to postaci z tej samej bajki, przez lata związane wspólną pracą i… poglądami. To jest ta sama opcja. Bp Pieronek (nazwany przez internautów „biskupem pomocniczym TVN” otwarcie wspierał hucpy Rzeplińskiego, grudniowych puczystów etc. Wszyscy oni – owa nomenklatura episkopatu – nawołują – w pewnym sensie do islamizacji Europy i Polski (abp Gądecki: „Trzeba żeby każda parafia przygotowała miejsce dla tych ludzi, którzy są prześladowani, którzy przyjadą tutaj”, bp Pieronek w… grudniu 2016: „Polska jest gotowa na przyjęcie nawet setek tysięcy uchodźców”). Prymas Polak tropi nacjonalizm w patriotyzmie zawzięcie w wywiadach dla TVN, namawia do islamizacji. Jeśli nawet T.Terlikowski, do którego mam wiele zastrzeżeń, nie wytrzymał słuchając przeróżnych wypowiedzi prymasa Polaka, to… mówi to samo za siebie. Zacytujmy więc publicystę:

„”Eminencje i Ekscelencje, nie jesteście powołani do tchórzliwego chowania głowy w piasek, ale do… głoszenia Prawdy Ewangelii w porę i nie w porę, a także do obrony doktryny. Od obrony politycznej poprawności mamy innych”. Gdy w Polsce zawisły tęczowo-chrześcijańskie billboardy sponsorowane przez Środowiska LGBT i Sorosa – prymas o tym ani nie wspomniał, zajęty… rozliczaniem polskiego patriotyzmu i oskarżaniem go o nacjonalizm. „”Kardynałowie, biskupi, ba nawet Prymas, nawet się o niej nie zająknęli; nie dostrzegli, że pod ich okiem harcują homolobbyści, z których część przebrana jest w szaty duchowne, a część prezentuje środowiska, przynajmniej z nazwy katolickie”.

„”Polski Episkopat zajęty jest ściganiem i piętnowaniem fundamentalizmu i nacjonalizmu. Prymas przekonuje, że są one niebezpieczną herezją”  – pisze T.T. i zaraz dodaje, że Episkopat “błyskawicznie reaguje, gdy tylko „Gazeta Wyborcza” opublikuje donosik (nie zawsze prawdziwy) na temat jakiegoś kazania”.

“Może bym to nawet zrozumiał, gdyby to właśnie nacjonaliści a nie agresywne środowiska gejowskie, ciągały hiszpańskich biskupów po sądach; gdyby to nacjonaliści zamykali w Wielkiej Brytanii katolickie ośrodki adopcyjne. I oni próbowali, na różne sposoby i za gigantyczne pieniądze skłonić Kościół do rezygnacji z autorytetu Pisma Świętego”.”Od obrony politycznej poprawności mamy innych!” – kończy swój felieton publicysta.

Mamy do czynienia ze zwartym środowiskiem, sterowanym przez nieustępliwe lobby. Widzimy powolne, mało zauważalne ale konsekwentne pranie mózgów. Podkopywanie chrześcijaństwa swoistą „religią tolerancji” oraz „religią holokaustu”. „Religia holokaustu” jest szczególnie groźną herezją drenującą chrystianizm z jego tożsamości. Religią, która – jak słusznie pisze jeden z publicystów: „Holocaust znosi chrześcijaństwo, uwidacznia bezsens chrześcijaństwa, jego małość, a nawet bluźnierczość w obliczu Shoah. Holocaust „usuwa w cień centralne wydarzenie chrześcijaństwa, czyli Ofiarę Chrystusa”. Teolog niemiecki Joachim Baptist Metz pisze: „Uważam każdą chrześcijańską teodyceę i każde mówienie o «sensie» w obliczu Oświęcimia, które biorą początek poza lub poniżej tej katastrofy, za bluźnierstwo”.

Tak, do tego doszliśmy… Chrześcijaństwo jest…bluźnierstwem i głoszą to teologowie i duchowni… chrześcijańscy. Czy powinno to dziwić? Skoro materiały propagandowe związane ze „świętowaniem” Dni Judaizmu zawierają wykłady stawiające absolutnie poważnie pytania: „Czy osoba Jezusa jest przeszkodą w dialogu chrześcijańsko-żydowskim?”(takie artykuły zawiera np. Periodyk “Der Freiburger Rundbrief. Zeitschrift für Christlich-Jüdische Begegnung”, z kolei podczas austriackiego Dnia Judaizmu mamy np. wykład: „„Czy św.Paweł uniemożliwia dialog z Żydami?”) – to jesteśmy na kursie ku… paranoi. Większość polskiej hierarchii stoi tu, niestety, na mostku kapitańskim.

Na zakończenie pozostaje tylko zacytować fragment tekstu znakomitego niemieckiego filozofa i teologa, Dietricha von Hildebranda:

„Jedną z najbardziej przerażających chorób, które dziś szerzą się w Kościele, jest letarg strażników wiary. Nie mam tu na myśli owych biskupów – członków piątej kolumny, którzy niszczą Kościół od środka lub chcą go przekształcić w coś całkiem innego, co równa się zniszczeniu prawdziwego Kościoła. Mam na myśli o wiele liczniejszych biskupów, którzy nie mają takich intencji, a jednak – gdy idzie o interwencje przeciwko heretyckim teologom i księżom lub przeciwko bluźnierczemu de formowaniu kultur – nie czynią żadnego użytku ze swego autorytetu.

Albo zamykają oczy i próbują ignorować ciężkie niedomagania oraz obowiązek podejmowania interwencji, prowadząc strusią politykę. Albo też boją się, iż zaatakuje ich prasa oraz środki masowego przekazu i okrzyczy mianem ludzi reakcyjnych, małodusznych, średniowiecznych. Boją się bardziej ludzi niż Boga. Do nich odnoszą się słowa św. Jana Bosko: Potęga ludzi złych żywi się tchórzostwem dobrych”.

wawel

www

Ilustracja 6. Różne formy TEGO, w co przekształcają chrześcijański krzyż środowiska filosemickie

A kiedy już episkopalne Okno Overtona wykona na nas całą robotę, możemy sobie pochodzić po ulicy trzymając w ręku “krzyż ofiary Chrystusa” w formie stylowego wiatraczka (w jaki z tupetem przekształcono “krzyż chrystusowy” na powyższym obrazku), lub znaku Międzynarodowego Czerwonego Krzyża (kolejnej przeróbki świętego symbolu naszej religii oferowanej nam przez dialogistów), bo zaiste, pomocy medycznej możemy potrzebować…

Po udzieleniu nam pierwszej pomocy medycznej możemy udać się na mszę do Teatru Powszechnego:

image_1744

lub na “Klątwę”, do tej samej świątyni

ZAMIAST ZAKOŃCZENIA

I wszystko mi przed oczyma się miesza, jedno przechodzi w drugie. Czy fałszywy rabin jest prawdziwym oszustem, czy może prawdziwy rabin jest fałszywym księdzem, synagoga kościołem, kościół synagogą, patriarcha oligarchą, duchowni korporacją, metropolita przemytnikiem papierosów, agent ojcem duchowym, kopia ikony – ikoną kopii, Matka Boska w klapie, czy klapa z Polską. A może dostojnicy i ekscelencje są brygadzistami na zmianie w hurtowni cateringowej? Firmie, w której kościół, synagoga i meczet piją na zapleczu Stolicznuju… Imam i rabin winią księdza, ksiądz darowuje im ikonę w klapie agenta, A nam prostym zewsząd nędza…

Nie wiem już gdzie jestem. Czy stworzenie świata się już zaczęło, czy właśnie mamy stan przed stworzeniem, gdy ziemia była tohu-wabohu, męt i zamęt.

A dialog? Cóż, najlepszy dialog prowadzą męt z zamętem… Kończący się najściślejszą jednością. Doskonałością czyli pełnią. Pełnią chaosu… A może czymś gorszym, niż chaos. Wyższym stopniem chaosu czyli zgorszeniem.

Potrzebne byłyby ogień i wichura…

waaw

Abp Gądecki, Holger Banse i 18 tez Julesa Isaaca na drzwiach papieskich (cz.II Kolizja z podwodnym wrakiem)

cc

  1. DIALOG Z JUDAIZMEM

„Wyobraź sobie, że nie ma Niebios
To proste, gdy spróbujesz
Nie ma Piekła pod nami
Nad nami tylko niebo
Wyobraź sobie wszystkich ludzi
Żyjących z dnia na dzień
Aha-ah”

[John Lennon – Imagine]

Dzień Judaizmu w Kościele Katolickim – to tajemnicze i kuriozalne zjawisko od samych początków, które zrodziło się w pewnym filosemickim kręgu niemieckich luteran a szczególnie w głowie Holgera Banse, członka międzyreligijnej grupy Teshuva (Skrucha). Ewangelicki pastor Banse fascynował się od młodości dziejami syjonizmu, wolnomularstwa judaizmu reformowanego, sytuacją państwa Izrael i takimi organizacjami, jak przykładowo Światowa Unia dla Judaizmu Postępowego.

hb

Jak widać, był to bardzo postępowy i nowoczesny sługa boży. Stworzony w sam raz na inicjatora erodującej katolicyzm, powstałej w niemieckim protestantyzmie,  „ideowej wkładki” pod nazwą Dzień Judaizmu. Oczywiście kwestią najważniejszą nie jest tu ów „dzień” jako taki, lecz to, iż stał się on otwarciem bramy do wielu późniejszych zjawisk i wydarzeń. Jak wiadomo: nawet najdłuższa droga zaczyna się od jednego, pierwszego kroku…

Kuriozalna jest informacja o Dniu Judaizmu w polskiej Wiki: „Dzień Judaizmu – święto w polskim Kościele katolickim”. Otóż, drodzy parafianie – nie jest to żadne święto. Gdyby tak każdy arcybiskup mógł z podszeptu swoich niemieckich i włoskich kolegów (lobbowanych (more…)

Hospicjum kultury europejskiej czyli Franz Kafka

Franz Kafka jako… Wielki Masturbator ze swą wymarzoną Kobieto-Ameryką

Książki Franza Kafki palili faszyści i chcieli spalić francuscy socjaliści. Czy są książki, które lepiej spalić niż czytać? Czy domniemane wartości artystyczne książki mogą usprawiedliwić jej ewidentną toksyczność? I przede wszystkim, czy rodzicom może być obojętne, co jakieś anonimowe gremium ustala dla ich dzieci jako obowiązkową lekturę? Przed takim pytaniami staje każdy myślący czytelnik prozatorskiej spuścizny Franza Kafki zwłaszcza, gdy wie o tym, iż jedno z jego dzieł, „Proces”, jest obowiązkową lekturą licealną.

Co roku, przy okazji przyznawania literackiej Nagrody Nobla rozlegają się lamenty, jak nisko upadła kultura starej, dumnej Europy. Lamenty słuszne, ale cóż po lamentacjach Jeremiasza, gdy kasza przypaliła się wraz z garnkiem już 100 lat temu. Prześledzenie jak deprecjonowano literacką Nagrodę Nobla daje nam wyobrażenie o stopniowym upadku europejskiej kultury, gdyż degradacja obu tych zjawisk – jak się zdaje – koincyduje z sobą. Pierwszym objawem zachorzenia noblowskiego precjozum był Nobel w 1921 r. dla Anatola France`a. Później już poszło gładko. G.B.Shaw, G.Deledda, S.Lewis, P.S.Buck, M.Szołochow, H. Böll, W.Soyinka, T.Morrison, D.Fo, J.Saramago, E.Jelinek, S.Aleksijewicz – wymieniam tylko najwybitniejsze nieporozumienia… Karykatura wielkiej literatury, jaką jest pisanina Elfriede Jelinek – nie spadła z nieba. To nie dopust boży, tylko logiczne zwieńczenie wiotczenia więzadeł łączących sztukę z Pięknem i Prawdą i żenienia jej z przeróżnymi lobby i interesami politycznymi. A zaczęło się, być może, od rozgłosu jaki zyskało dzieło Franza Kafki, który, co prawda Nobla nie dostał, gdyż za mało opublikował za życia – za to ci, co wylansowali go, odpowiedzialni są za postawienie kryteriów estetycznych na głowie. Nie dziwi też, że wśród laureatów Nobla jest wielu egzegetów jego dzieł. Za życia Kafki zaczął się zjazd z górki dla kultury Europy. Dzisiaj jesteśmy już u podnóża tej, niegdyś górującej na horyzontem świata góry. Niżej jest już tylko bagno. Praski nadinspektor do spraw ubezpieczeń robotników może być ikoną upadku kultury w Europie i kluczem do zrozumienia przyczyn tego kryzysu. Jelinek nie spadła z nieba (czy raczej nie wygrzebała się z piekła). Jelinek to nie dopust boży – to logiczna konsekwencja zapoczątkowana losami dzieł Kafki i jej propagandy. (more…)

Estera – królowa szowinizmu, kastowości i donosicielstwa

Gest demaskacji antysemity, nacjonalisty, antydemokraty (Estera przed Królem Brukseli)

Il. 1. Gest demaskacji antysemity, nacjonalisty, antydemokraty (Estera lub posłanka PO albo Nowoczesnej, przed Królem Brukseli)

„Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew – fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzieć.” (ANTONI SŁONIMSKI – O drażliwości Żydów)

„Zasadniczą bowiem prawdę o Bogu stanowi to, że jest on dobry. Wiara, że Bóg może nakazać ludziom straszne, niesprawiedliwe i okrutne czyny, jest największym dającym się wobec niego popełnić błędem.” (SIMONE WEIL)

„Gdyby Hebrajczycy ze swojego dobrego okresu zmartwychwstali i gdyby dano im broń, wytępiliby nas wszystkich, mężczyzn, kobiety i dzieci, 

(more…)

TRZY SPOJRZENIA NA WOJNĘ POLSKO-OBCĄ

  1. (…)są naturalne przyczyny, które wywołują taki właśnie przebieg sprawy(…)
  1. Wszędzie tam, gdzie byli i zachowywali się w ten sposób, że chcieli dla siebie przywilejów, a innych chcieli traktować gorzej, występowano przeciwko nim

[T. Bielecki, mowa sejmowa, 1931 r.] (more…)

%d bloggers like this: